Posadzone i zjedzone

czwartek, 25 sierpnia 2016

Grzybki marynowane




Tu gdzie mieszkam, znalazłam podwójny raj na ziemi - po obu stronach drzwi:) Zamknięta w ścianach mieszkania pichcę w mojej małej, przytulnej kuchni, robię na drutach i pracuję przy komputerze. A za oknem - mam las widoczny z każdej strony. Las na wyciągnięcie ręki. Kryjący setki nieprzebytych ścieżek i jeszcze więcej tych już odkrytych. Mieszkam o 20 minut drogi od centrum Gdyni, lecz nie mam potrzeby zjeżdżenia w dół do miasta. Ograniczam się do jednego, dwóch razy w tygodniu. I tak jest dobrze! Tu mam swoją oazę zieleni i spokoju z nieograniczonymi pokładami pozytywnej energii.
Chciałabym się tutaj zestarzeć i do końca patrzeć przez okna na te piękne widoki.


Nie szukam nowego domu, nie śledzę ogłoszeń w prasie. Tu jestem najszczęśliwsza na świecie. Wyobrażam sobie często, jak w przyszłości będę prowadziła dobrze mi znanymi leśnymi ścieżkami swoje wnuki w różowych kaloszkach (lub niebieskich:))



Las, który nas otacza, zmienia się wraz z porami roku, to oczywiste, ale również co rusz odkrywamy nowe miejsca. W zależności od tego, w którą stronę pójdziemy (czy za kościół, czy na drugą stronę ulicy), towarzyszy nam inny krajobraz. Gdy decydujemy się przekroczyć jezdnię, idziemy w górę rzeczki o wdzięcznej nazwie „Kacza”, mijając pole z łąką na jego obrzeżach, gdzie pasą się krowy i słychać pianie kogutów. Tu dominuje ciemny piach na ścieżkach, tu mamy swój „wąwóz kurkowy”, gdzie zawsze w sezonie znajdujemy kurki, tu też przychodzimy na jagody i grzyby. Tu widziałam sarny, dzięcioły i sowę.



Grzybów w Trójmiejskich lasów jest zatrzęsienie. Jeszcze się dobrze nie wejdzie do lasu, a już mamy pełen kosz. I nie trzeba się katować wstawaniem o 4 rano, żeby pojechać na Kaszuby lub w Bory Tucholskie. Wystarczy się wybrać na popołudniowy spacer. Po godzinie z małym hakiem można już szykować słoiczki lub suszarkę, w zależności od tego, co chcemy uzyskać. Przyda się też patelnia, trochę masła i cebulka – na bieżące potrzeby :).
Zobaczcie ile nazbieraliśmy podczas wczorajszego spaceru:)


Zapraszam dziś na grzybki marynowane, które oprócz grzybów pasteryzowanych i suszonych znad Jezioraka, powiększyły moją kolekcję przetworów.
Do tych grzybków użyłam małych słoiczków po musztardzie i chrzanie o pojemności 225 g.


Grzybki marynowane
Na podst. książki Elżbiety Adamskiej „Przetwory domowe”
7 małych słoiczków o poj. 225 g (np. po musztardzie)

1 kg grzybów leśnych mieszanych
2 szkl wody
1 szkl octu 10 %
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
10 ziaren pieprzu
3 ziarna ziela angielskiego
1 liść laurowy

Oczyszczone grzyby delikatnie przepłukać na sitku. Większe pokroić na kawałki, a mniejsze zostawić w całości. Przełożyć je do garnka, zalać wrzątkiem, posolić i ugotować do miękkości (w zależności od gatunku grzybów trwa to 5-20 min.; najdłużej gotują się kurki i gąski). Ugotowane grzyby przecedzić, a wywar można wykorzystać np. do zupy.
Grzyby ułożyć w wyparzonych słoikach zostawiając 1 cm miejsca od górnej krawędzi słoików.
Zalewa:
Wodę, ocet, sól, cukier, pieprz, ziele angielskie i liść laurowy ugotować. Gotować 5 min. Zalać grzyby przygotowaną zalewą, aby całe były w niej zanurzone. Słoiki zakręcić i pasteryzować przez 20 minut we wrzącej wodzie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram, gdzie są między innymi zdjęcia z działki :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze :)