Posadzone i zjedzone

wtorek, 15 września 2015

Jogurtowe ciasto kubeczkowe ze śliwkami


Przeczytałam książkę Pameli Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.
Autorka - amerykańska mama mieszkająca w Paryżu zauważa duże różnice w zachowaniu swojej córki i dzieci francuskich. Sęk w tym, że te różnice wypadają z korzyścią dla dzieci francuskich...
Pamela postanawia dowiedzieć się poprzez obserwacje i rozmowy z paryskimi mamami jak to jest, że jej kilkuletnia córka nie potrafi usiedzieć spokojnie w restauracji nie bawiąc się wszystkim na około, a paryskie brzdące cierpliwie i spokojnie czekają na swoje danie.
W książce poznajemy dwa światy, dwie różne metody wychowania maluchów. Amerykański, gdzie dobry rodzic to taki, który dba o to, aby dziecko jak najwcześniej umiało obce języki, czytać i pływać - posyła niemowlę na lekcje języka obcego i na basen, a kilkulatek ma dzień wypełniony różnymi zajęciami od świtu do nocy. Rodzice spędzają mnóstwo czasu w samochodzie zawożąc dzieci z jednych zajęć na drugie. Amerykańska dobra mama musi też obowiązkowo karmić piersią, a krótkie chwile czasu dla siebie odkupić wyrzutami sumienia.
Dla porównania jest też metoda paryska, zaobserwowana w przybranej ojczyźnie autorki. Francuska dobra mama dba o siebie, jest zrelaksowana, przesypia całe noce i absolutnie nie widzi sensu karmić piersią dłużej niż kilka tygodni. Mimo to dzieci statystycznie są zdrowsze niż ich rówieśnicy za wielką wodą.
Rodzice wierzą, że już niemowlę rozumie co się do niego mówi i dlatego dzieci od pierwszych chwil życia uczone są cierpliwości - mama nie zrywa się, aby wziąć dziecko na ręce kiedy tylko zakwili, daje mu szansę na samodzielne wyciszenie, a jak to nie pomaga, to wtedy bierze na ręce. Rodzice są stanowczy, dzieci mają jasno określone ramy. Mali Francuzi wiedzą, że np. wieczór jest dla rodziców i potrafią same się bawić. W efekcie tych francuskich metod wychowawczych dzieci są sto razy mniej „problematyczne” niż mali Amerykanie.
Mały Francuz nie przerywa dorosłym, je z apetytem i zawsze mówi „dzień dobry”.
Książka jest bardzo ciekawa - czytając ją widziałam siebie naprzemian raz w roli zbyt emocjonalnie reagującej Amerykanki, a raz jako Paryżankę, która wie, że dzieci są ważne, ale rodzice również są ważni i wcale nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu.
Nie wiem, która metoda jest lepsza, obie metody, jak z resztą większość rzeczy w życiu mają i plusy i minusy, ale książkę bardzo polecam. Warto się zastanowić, który system wychowania jest nam bliższy, może coś warto zmienić?
W książce autorka podaje przepis na bardzo popularne ciasto weekendowe pieczone wspólnie z dziećmi. Upiekłam je zmieniając trochę tu i ówdzie.


                                            Pamela Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.



Jogurtowe ciasto kubeczkowe ze śliwkami
na podstawie ciasta z książki Pameli Druckerman
totrownica 23 cm

2 kubeczki jogurtu morelowego ( po 135 g każdy) - jeden kubeczek zostawić do odmierzania reszty składników
2 jajka
¾ kubeczka oleju
4 kubeczki mąki
1 i ¾  kubeczka cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cymanonu
½ łyżeczki mielonych goździków

oraz:
400 g śliwek

Formę wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Piekarnik nagrzać do 175°C.
Śliwki pokroić na małe kawałki lub w kostkę.
Jogurt, jajka i olej wymieszać w misce.
W drugiej  wymieszać resztę składników oprócz śliwek.
Sypkie składniki dodać do mokrych i wymieszać łyżką. Ciasto będzie dość gęste. Wyłożyć je do tortownicy. Na górze położyć kawałki śliwek.
Piec około godziny.

Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem.

1 komentarz:

  1. Witam proszę o proporcje w gramach lub na szklanki

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze :)