Posadzone i zjedzone

czwartek, 17 września 2015

Placek drożdżowy ze świeżymi grzybami i sosem serowym


Sezon grzybowy trwa dając możliwość dotlenienia się w lesie za wszystkie czasy!
Placek drożdżowy, który dzisiaj prezentuję jedliśmy na piątkowy obiad. Jako, że grzybów mamy sporo, nie oszczędzałam ich i upchałam w tym placku całe pół kilo. Placek ma na prawdę grubą warstwę grzybów.
Spód i boki to nic innego jak ciasto na pizzę, tyle, że zredukowałam składniki. Można powiedzieć, że jest to pizza grzybowa na grubym cieście.
Całość zalałam sosem serowym na bazie kwaśnej śmietany.
Do tego była moja ulubiona wersja zielonego groszku, czyli ze śmietaną i koperkiem. Jeśli będziecie chcieli przygotować taki sam zestaw - placek grzybowy i groszek - z kubeczka śmietany przeznaczonej do placka odłóżcie 1 łyżkę i dodajcie ją do groszku.
Placek świetnie smakuje także na zimno, więc można w takiej postaci jeść go dwa następne dni na drugie śniadanie do kubka herbaty.

Placek drożdżowy ze świeżymi grzybami i sosem serowym
forma w wyjmowanym dnem 24 cm

Ciasto:
10 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
około 180 ml wody
200 g mąki
1 łyżka oleju
¼ łyżeczki soli

Nadzienie
500 g mieszanych leśnych grzybów pokrojonych w plasterki
2 cebule pokrojone w kostkę
1 kubeczek pojemności 200 ml gęstej śmietany 18% (minus 1 łyżka do groszku)
1 jajko
60 g tartego żółtego sera
sól, pieprz

Ciasto
Drożdże rozmieszać z cukrem, wymieszać z wodą i odstawić na 10 minut (nie muszą urosnąć).
Do miski wsypać mąkę, dodać resztę składników i wyrobić gładkie ciasto.
Zostawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.

W tym czasie przygotować nadzienie.

Nadzienie
W garnku rozgrzać 2 łyżki oleju i zeszklić cebulę. Dodać grzyby i dusić około 10 minut mieszając, aby zrobiły się miękkie, a woda wyparowała. Doprawić solą i pieprzem.
Zostawić do przestygnięcia.

Formę posmarować olejem, piekarnik nagrzać do 200°C. Wyrośnięte ciasto rozwałkować na placek średnicy trochę większej niż średnica formy. Przełożyć je do formy tak aby brzegi również były wylepione ciastem.
Wstawić do piekarnika na 5 minut.
Wyjąć, rozłożyć równomiernie nadzienie, zalać śmietaną z jajkiem i serem i włożyć do piekarnika na około 25 minut.
Upieczony placek zostawić na blacie na 10 - 15 minut, aby nadzienie się zestaliło.

Groszek ze śmietaną i koperkiem

250 g groszku zielonego mrożonego
½ szkl. wody
1 łyżka śmietany
½  łyżeczki mąki
sól
ewentualnie szczypta cukru jak ktoś lubi
1 łyżka koperku

Groszek wsypać do garnka, zalać wodą i gotować 5 minut pod przykryciem na małym ogniu (od momentu zagotowania).
Posypać z wierzchu mąką, wymieszać i zestawić z palnika. Dodać sól, ew. szczyptę cukru, śmietanę, koperek i wymieszać.





wtorek, 15 września 2015

Jogurtowe ciasto kubeczkowe ze śliwkami


Przeczytałam książkę Pameli Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.
Autorka - amerykańska mama mieszkająca w Paryżu zauważa duże różnice w zachowaniu swojej córki i dzieci francuskich. Sęk w tym, że te różnice wypadają z korzyścią dla dzieci francuskich...
Pamela postanawia dowiedzieć się poprzez obserwacje i rozmowy z paryskimi mamami jak to jest, że jej kilkuletnia córka nie potrafi usiedzieć spokojnie w restauracji nie bawiąc się wszystkim na około, a paryskie brzdące cierpliwie i spokojnie czekają na swoje danie.
W książce poznajemy dwa światy, dwie różne metody wychowania maluchów. Amerykański, gdzie dobry rodzic to taki, który dba o to, aby dziecko jak najwcześniej umiało obce języki, czytać i pływać - posyła niemowlę na lekcje języka obcego i na basen, a kilkulatek ma dzień wypełniony różnymi zajęciami od świtu do nocy. Rodzice spędzają mnóstwo czasu w samochodzie zawożąc dzieci z jednych zajęć na drugie. Amerykańska dobra mama musi też obowiązkowo karmić piersią, a krótkie chwile czasu dla siebie odkupić wyrzutami sumienia.
Dla porównania jest też metoda paryska, zaobserwowana w przybranej ojczyźnie autorki. Francuska dobra mama dba o siebie, jest zrelaksowana, przesypia całe noce i absolutnie nie widzi sensu karmić piersią dłużej niż kilka tygodni. Mimo to dzieci statystycznie są zdrowsze niż ich rówieśnicy za wielką wodą.
Rodzice wierzą, że już niemowlę rozumie co się do niego mówi i dlatego dzieci od pierwszych chwil życia uczone są cierpliwości - mama nie zrywa się, aby wziąć dziecko na ręce kiedy tylko zakwili, daje mu szansę na samodzielne wyciszenie, a jak to nie pomaga, to wtedy bierze na ręce. Rodzice są stanowczy, dzieci mają jasno określone ramy. Mali Francuzi wiedzą, że np. wieczór jest dla rodziców i potrafią same się bawić. W efekcie tych francuskich metod wychowawczych dzieci są sto razy mniej „problematyczne” niż mali Amerykanie.
Mały Francuz nie przerywa dorosłym, je z apetytem i zawsze mówi „dzień dobry”.
Książka jest bardzo ciekawa - czytając ją widziałam siebie naprzemian raz w roli zbyt emocjonalnie reagującej Amerykanki, a raz jako Paryżankę, która wie, że dzieci są ważne, ale rodzice również są ważni i wcale nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu.
Nie wiem, która metoda jest lepsza, obie metody, jak z resztą większość rzeczy w życiu mają i plusy i minusy, ale książkę bardzo polecam. Warto się zastanowić, który system wychowania jest nam bliższy, może coś warto zmienić?
W książce autorka podaje przepis na bardzo popularne ciasto weekendowe pieczone wspólnie z dziećmi. Upiekłam je zmieniając trochę tu i ówdzie.


                                            Pamela Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.



Jogurtowe ciasto kubeczkowe ze śliwkami
na podstawie ciasta z książki Pameli Druckerman
totrownica 23 cm

2 kubeczki jogurtu morelowego ( po 135 g każdy) - jeden kubeczek zostawić do odmierzania reszty składników
2 jajka
¾ kubeczka oleju
4 kubeczki mąki
1 i ¾  kubeczka cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cymanonu
½ łyżeczki mielonych goździków

oraz:
400 g śliwek

Formę wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Piekarnik nagrzać do 175°C.
Śliwki pokroić na małe kawałki lub w kostkę.
Jogurt, jajka i olej wymieszać w misce.
W drugiej  wymieszać resztę składników oprócz śliwek.
Sypkie składniki dodać do mokrych i wymieszać łyżką. Ciasto będzie dość gęste. Wyłożyć je do tortownicy. Na górze położyć kawałki śliwek.
Piec około godziny.

Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem.

Golonka najlepsza i mięciutka


Najlepsza, kruchuteńka i soczysta golonka na niedzielny lub świąteczny obiad!
Taki efekt uzyskamy wtedy, gdy pracę podzielimy na dwa etapy. Najpierw golonkę należy podgotować w wywarze z włoszczyzny (który jest później wspaniałą bazą do zup, o czym piszę na końcu wpisu), a później upiec w piekarniku.
Golonka ma bardzo grubą warstwę tłuszczu, który nadaje jej smaku. Nie jemy go. On spełnia tylko rolę jakby przyprawy. Pieczemy golonkę z tłuszczem, a później odkrawamy tylko cieniutką, chrupiącą warstwę zapieczonego tłuszczyku z góry, który jest przepyszny, a resztę tłuszczu usuwamy.
Gwarantuję, że taką golonkę zjedzą wszyscy ze smakiem:)
Pamiętajmy, żeby nie kupować zbyt dużej ani zbyt małej golonki. Najlepsza, to taka o wadze około 1,2 kg.



Golonka najlepsza i mięciutka
obiad dla 3- 4 osób

1 golonka wieprzowa około 1,2 kg
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
1 por
3 kulki ziela angielskiego
2 listki laurowe
1 łyżka soli

oraz
1 duża cebula
4 ząbki czosnku
około 2 łyżek przyprawy do mięs Knorr

W pięciolitrowym garnku zagotowujemy włoszczyznę, solimy i do wrzątku wkładamy golonkę. Gotujemy 45 minut. Wyjmujemy z wywaru* i zaczynamy drugi etap.

Piekarnik nagrzać do 190°C. Na dno naczynia żaroodpornego włożyć pokrojoną w piórka cebulę, dodać obrane ząbki czosnku (w całości).
Golonkę natrzeć przyprawą z każdej strony, skórę ponacinać i tak przygotowane mięso położyć na cebuli. Wlać 1 szklankę wywaru z gotowania golonki (naokoło mięsa, żeby nie spłukać przyprawy).
Włożyć do piekarnika, nie przykrywać.
Piec około 1,5 godziny podlewając wytworzonym sosem co 20 minut.
Po upieczeniu wyjąć golonkę z sosu, a sos przetrzeć przez sitko razem z cebulą i czosnkiem.
Ja golonkę podałam pokrojoną w plastry.


* Ten wywar z golonki jest wręcz genialną bazą do krupniku. Część wywaru zamroziłam, bo było go sporo, a do drugiej części dodałam pokrojone w kostkę ziemniaki, kaszę jęczmienną wiejską i gotowałam 15 minut. Zabieliłam śmietaną, wsypałam natkę pietruszki i gotowe! Wyszedł przepyszny krupnik:)



niedziela, 13 września 2015

Domowy tonik do twarzy z natki pietruszki


Natka pietruszki, to zioło, które niesamowicie obrodziło na mojej działce w tym roku. Abym nie musiała nadmiaru wyrzucać na pryzmę kompostową, część zbiorów przeznaczyłam na przygotowanie domowego toniku do twarzy.
Jako, że natki mam baaardzo dużo, całe jej naręcze podzieliłam na pęczki mniej więcej sklepowej wielkości, posiekałam je drobniutko i powkładałam każdy pęczek do osobnego woreczka. Zamroziłam. Będę miała na zaś :)

Natka pietruszki jako kosmetyk działa przeciwzmarszczkowo, wygładzająco, wyrównuje koloryt skóry, zmniejsza ilość wyprysków trądzikowych i zaskórników.

Toniku z natki pietruszki używam od tygodnia dwa razy dziennie i zauważyłam, że skóra twarzy, szyi i dekoltu jest o wiele gładsza i jakby jaśniejsza. Będę używać dalej:)



Domowy tonik do twarzy z natki pietruszki

1 pęczek pietruszki pokroić drobno wraz z łodygami i włożyć do słoika. Zalać szklanką zimnej przefiltrowanej wody (lub wody mineralnej z butelki) i zakręcić. Zostawić na 12 godzin na blacie kuchennym. Po tym czasie przelać zawartość słoika do butelki przez drobne sitko lub gazę. Butelkę zakręcić i włożyć do lodówki. Trzymać w lodówce do 14 dni.

Używać do przemywania twarzy, szyi i dekoltu raz lub dwa razy dziennie.


piątek, 11 września 2015

Ciasto z jeżynami i proszkiem budyniowym


Ostatnio królują u mnie ciasta, których nie trzeba ucierać mikserem. Do zrobienia tego ciasta potrzebowałam tylko jednej miski i rózgi-mątewki (lub trzepaczki). Nie musiałam też użyć wagi, lecz na potrzeby przepisu zważyłam ilość jeżyn, jaką dodałam. Jeśli kupicie jeżyny na rynku/hali targowej, to poproście od razu ilość podaną w przepisie. Wtedy waga również będzie zbędna.
Z niezbędników do tego ciasta - potrzebujemy szklankę o pojemności 250 ml.
Ciasto jest bardzo puszyste, dzięki zawartości proszku budyniowego, a jednocześnie wilgotne dzięki kefirowi i owocom. Zachowuje świeżość do 5 dni po każdorazowym przykryciu ściereczka kuchenną*

Polecam!

Ciasto z jeżynami i proszkiem budyniowym
forma o wymiarach 24x35 cm

1 szkl. kefiru lub jogurtu naturalnego
3 jajka
0,5 szkl. oleju (użyłam rzepakowy)
1 szkl. cukru
2 szkl. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 torebka budyniu waniliowego - 40 g
szczypta soli
250 g jeżyn
2 jabłka

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Formę wysmarować masłem i wysypać mąką (lub wyłożyć papierem do pieczenia).
Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić na kawałki mniej więcej wielkości jeżyn.
Do miski wlać kefir, dodać jajka, olej i cukier. Wymieszać trzepaczką. Masę posypać mąką, na to równomiernie wsypać proszek do pieczenia, sodę, proszek budyniowy i sól. Wymieszać do momentu, kiedy składniki się połączą i ciasto będzie gładkie.
Masę wlać do formy, a na górze poukładać owoce.
Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 55-60 min.
Przestudzić (nie musi być wystudzone do końca) i posypać cukrem pudrem.
Ciasto po przykryciu ściereczką zachowuje świeżość do 5 dni.

*często w kuchni wykorzystuję ściereczki, które służą mi do innych celów niż wycieranie naczyń. Przykrywam nimi ciasta, zawijam w nie chleb, czy rosnące ciasto drożdżowe, kładę na sicie odsączając serwatkę. Tych ściereczek nie piorę w pralce, lecz ręcznie szarym mydłem. W ten sposób unikam zapachu proszku przedostającego się do jedzenia.



czwartek, 10 września 2015

Mrożony mus jabłkowy na zimę


Kto doświadczył kiedykolwiek klęski urodzaju, ten wie, ile czasu, słoików, butelek, misek,  garnków, wody, prądu, gazu i zarwanych nocy pochłania przerobienie wszystkich darów natury.
Mnie w tym roku postanowiły uszczęśliwić w ten sposób jabłonie, które owocują bez opamiętania;)
Na razie przerabiam same tylko spady. Zawekowałam już 15 słoików musu do szarlotek i naleśników, kompot jabłkowy pijemy regularnie niemal codziennie, jabłeczniki też piekę nagminnie.
Niestety doba nie jest z gumy i zwyczajnie brakuje mi czasu by zamknąć w słoikach wszystkie jabłka, bo jeszcze oprócz tego mam warzywa, którymi muszę się zająć i standardowe prace ogrodnicze, które trzeba wykonać.
Zaczęłam się zastanawiać co tu zrobić, żeby przyśpieszyć czas przygotowania jabłek na zimę jednocześnie oszczędzając trochę miejsca. Nie tylko bowiem doba u mnie nie jest z gumy, lecz ściany spiżarni również …
Z pomocą przyszły mi woreczki strunowe i zamrażarka.
W zeszłym roku (KLIK) zamroziłam tak pomidory, fasolkę, cukinię i dynię. W tym roku do kolekcji doszły jabłka.
A jak zamroziłam jabłka?

Mrożony mus jabłkowy na zimę

Dowolną ilość jabłek obrać, wykroić gniazda nasienne, pokroić na mniejsze części i włożyć do garnka. Na małym ogniu doprowadzić do wrzenia mieszając łyżką od czasu do czasu. Gotować kilka-kilkanaście minut, aby jabłka były bardzo miękkie, a większość soku odparowała. Ilość czasu zależy od gatunku jabłek.
Garnek zdjąć z palnika, przykryć i zostawić do ostygnięcia, np. na noc. Ostygnięte jabłka wkładać do woreczków strunowych wypełniając je do połowy. Dobrze zamknąć i ułożyć „na płask” w zamrażarce. Gdy się zamrożą, ułożyć jeden woreczek na drugim - jak kafelki.
Oszczędność czasu i miejsca gwarantowana:)


wtorek, 8 września 2015

Domowy ocet jabłkowy


Ocet jabłkowy jest bardzo starym specyfikiem znanym już w starożytności.
Chociaż jest to blog kulinarny i powinnam podać przepis na np. pikle ogórkowe lub z cukinii zakonserwowane octem jabłkowym, dziś będzie wpis dotyczący urody :)
Niektórzy przekonują, że ocet jabłkowy jest bardzo dobrym środkiem dla osób chcących zrzucić kilka kilogramów (hamuje apetyt i daje poczucie sytości), ale ja wolę go używać zewnętrznie.
Już dawno temu, gdy zafascynowana książką Mireille Guiliano, śledziłam również jej stronę internetową, natrafiłam na wpis o włosach. Aby mieć błyszczące, miękkie włosy, Francuzki spłukują je wodą z octem. Szczerze mówiąc słyszałam o tym już wcześniej, ale nie sądziłam, że to działa i że ktoś to w ogóle stosuje. Ocet kojarzył mi się z czymś, co raczej zniszczy, wypali włosy, niż poprawi ich kondycję.
Jednak zaintrygował mnie na tyle, że zaczęłam szukać w sieci i okazało się, że nasze polskie blogerki prowadzące niezliczoną ilość blogów włosowych, znają tę metodę również. Co więcej - bardzo ją polecają :)
Więc i ja pewnego dnia spróbowałam :) Najpierw użyłam octu balsamicznego, a później kupiłam ocet jabłkowy. Efekty były świetne! Moje włosy nigdy przedtem nie były tak miękkie, delikatne i błyszczące! Choć ich nie oszczędzam - ciągle rozjaśniam.

Ogólnie rzecz ujmując, powodem zbawiennego działania octu na włosy jest to, że przywraca im prawidłowe pH po używaniu przez nas szamponów i odżywek, które czynią pH włosów za bardzo zasadowe. Wprowadzając kwas, jakim jest ocet obniżamy to pH do poziomu, jaki powinien być.

Jak stosować ocet na włosy?
W formie płukanki. Ja to robię w ten sposób: wlewam do dzbanka 1 litr przefiltrowanej wody (może też być przegotowana letnia woda), dolewam troszeczkę wrzątku z czajnika, aby uzyskać letnią wodę. Do wody wlewam dwie łyżki octu jabłkowego domowej produkcji i mieszam. Mieszankę zanoszę do łazienki i myję głowę, nakładam odżywkę lub maskę, spłukuję. Gdy odżywka jest już całkiem wypłukana w włosów, polewam je płukanką octową, której już nie spłukuję.
Już po polaniu włosów czuć jak momentalnie robią się gładkie, a gdy wyschną naprawdę wyglądają dobrze! Dodam jeszcze, że nigdy, ale to nigdy nie suszę włosów suszarką.
Włosy myję dwa razy w tygodniu, w środę i w sobotę, a płukankę octową stosuję raz, czyli co drugie mycie.

Jeszcze raz proporcje 
1 litr przefiltrowanej/przegotowanej letniej wody
2 łyżki octu jabłkowego

Co uzyskamy stosując płukankę octową?
- domykamy łuski, przez co włosy są błyszczące i gładkie
- przywracamy włosom prawidłowe pH
- włosy mniej wypadają
- płukanka regularnie stosowana zmniejsza występowanie łupieżu
- włosy mniej się przetłuszczają

Przepis na ocet jabłkowy znalazłam na stronie Agnieszki Maciąg KLIK i za nią cytuję.
Klikając w link, znajdziecie tam dużo cennych informacji o właściwościach octu jabłkowego, choć ona skupia się głównie na piciu octu, co wspomaga odchudzanie.

Korzystając z dobrodziejstwa działki, na której rosną jabłonie, przygotowałam swój własny ocet jabłkowy z naturalnych, niepryskanych owoców.

Domowy ocet jabłkowy. Płukanka do włosów.

1 i ½ kg  kwaśnych jabłek (świetnie sprawdzają się antonówki, czy papierówki, koniecznie dojrzałe, czyli zawierające odpowiedni do fermentacji poziom fruktozy)
1 i ½ l wody
3-5 łyżeczek naturalnego miodu lub cukru

Pokrojone jabłka (ewentualnie wraz z gniazdami, ale bez ogonków) wkładamy do szklanego, wcześniej wyparzonego słoja/pojemnika. Dobrze, by był to słój dość szeroki, nie zwężający się ku górze, aby zapewnić równomierny dostęp powietrza do całej powierzchni. Zalewamy je osłodzoną, przegotowaną, letnią wodą (w temperaturze pokojowej, zbyt ciepła woda może zaszkodzić procesowi fermentacji). Przykrywamy szmatką lub gazą, tak aby nie dostały się tam muszki owocówki i przytrzymujemy tę „pokrywkę“ gumką recepturką lub sznurkiem.

Jabłka powinny znajdować się pod powierzchnią wody, inaczej mogą zacząć pleśnieć, a wtedy ocet na pewno nam nie wyjdzie. Jeśli jabłka wypływają na powierzchnię to można przycisnąć je ceramicznym talerzykiem, jednak niezbyt szerokim, aby nie ograniczać dopływu powietrza.* Słój odstawiamy w ciepłe, zacienione miejsce, cierpliwie czekając. Odpowiednia jest temperatura pokojowa, pomiędzy 20-26 stopni Celsjusza.

W zależności od cukrowości jabłek, fermentacja trwa od 2 do 5 tygodni (zazwyczaj ok. 4 tygodni).** Kończy się, gdy woda przestaje się pienić. Wówczas przelewamy owoce z octem przez gazę do szklanych, wyparzonych butelek, *** aby pozbyć się „śmieci” i uzyskać czysty płyn. Ocet jabłkowy można przechowywać przez kilka lat, gdyż sam w sobie jest świetnym konserwantem.

* ja jabłka w słoju przycisnęłam miseczką
**  w upale, jaki mieliśmy do niedawna, u mnie fermentacja trwała trzy tygodnie.
*** ja przelałam do słoika, z którego łatwo jest mi brać łyżką ilość octu potrzebną do płukanki




sobota, 5 września 2015

Co z tymi jabłkami???



Jestem w trakcie przygotowywania dla Was trzech postów. Dwa z wykorzystaniem jabłek, a trzeci - zielonej natki pietruszki.
Jedno i drugie obrodziło na działce niesamowicie i postanowiłam te obfite zbiory zutylizować w nieco innym celu.
Tak więc zajrzyjcie po niedzieli. Dwa posty będą bowiem … urodowe :), a jeden kulinarny.

Do napisania :)


                                  rząd natki pietruszki

piątek, 4 września 2015

Torcik bezowy czekoladowo-kawowy


Ten mały torcik jest w sam raz na chłodniejszy weekend, który czeka nas już jutro :)
Idealne trio - słodka beza, wyrazisty kawowy krem i gorzka czekolada, która równoważy słodycz bezy.
Bezę zawsze piekę sposobem Nigelli - wkładam do gorącego piekarnika, od razu zmniejszam temperaturę do 120°C i piekę ponad godzinę - w tym wypadku 1,5 godziny.
W tym torciku spotkały się trzy silne charaktery, a mimo wszystko współgrają ze sobą wyjątkowo dobrze. Mocna kawa, wyrazista gorzka czekolada i bardzo słodka beza.

Kto lubi nietuzinkowe, charakterne desery, będzie zadowolony:)

Najwygodniej jest rozłożyć sobie pracę na dwa dni. Wieczorem upiec bezę, uchylić drzwiczki piekarnia, żeby się wystudziła, a rano dokończyć deser.

Torcik bezowy czekoladowo-kawowy

Blaty bezowe:
4 białka
200g cukru
1 łyżeczka octu winnego
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1,5 łyżeczki kakao do pieczenia

Masa kawowa:
200 g śmietany kremówki 36%
2 łyżki cukru pudru
3 łyżki gorącej, świeżo zaparzonej mocnej kawy
1 płaska łyżeczka żelatyny
1 łyżka zmielonej kawy
½ szkl. posiekanych orzechów włoskich

Warstwa czekoladowa:
70 g czekolady deserowej (60% kakao)
2 duże łyżki gęstej kwaśnej śmietany 18%

Oraz:
1 łyżka orzechów i stopiona czekolada do dekoracji

Blaty bezowe:
Nastawić piekarnik na 180°C. Przygotować dwie okrągłe tortownice o średnicy 20 cm, wysmarować je cienko olejem, a dno i boki wyłożyć papierem do pieczenia.
Białka ubić na sztywną pianę. W trakcie ubijania wsypywać powoli cukier. Ubijać, aż piana będzie bardzo gęsta i błyszcząca 10-15 minut. Po tym czasie dodać ocet i mąkę ziemniaczaną i ubijać jeszcze 2 minuty. Połowę masy przełożyć do jednej tortownicy, zostawiając 1 cm wolnego miejsca od krawędzi. Do reszty masy dodać kakao i dokładnie zmiksować. Kakaową masę wyłożyć na drugą blaszkę.
Blaszki włożyć do nagrzanego piekarnika i od razu zmniejszyć temperaturę do 120°C. Piec 1,5 godziny. Wyłączyć piekarnik, lekko uchylić drzwiczki i zostawić bezy w środku do całkowitego wystudzenia.

Masa kawowa:
Żelatynę rozpuścić w gorącej kawie i przestudzić.
Śmietanę ubić z cukrem pudrem aż będzie bardzo gęsta i zwiększy objętość. Wlać kawę z żelatyną, wsypać zmieloną kawę i krótko zmiksować aż składniki kremu się połączą. Wsypać orzechy włoskie i wymieszać łyżką. Zostawić na blacie, w temp. pokojowej.

Warstwa czekoladowa:
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Do ciepłej czekolady dodać śmietanę i wymieszać łyżką.

Składanie tortu:
Na talerzu położyć kakaowy blat bezowy. Posmarować go czekoladą wymieszaną z kwaśną śmietaną. Włożyć do lodówki na 5 minut. Następnie na warstwie czekoladowej rozłożyć masę kawową i przykryć jasnym blatem bezowym. Udekorować stopioną czekoladą i orzechami. Włożyć do lodówki na min. 1 godzinę.




czwartek, 3 września 2015

Barszcz czerwony z ziemniakami i cebulką


Barszcz czerwony, to zupa, która robię dosyć rzadko, ale jeśli już ugotuję garnek takiej zupy,  najbardziej odpowiada mi wersja z ziemniakami puree okraszonymi przysmażoną na maśle cebulką. Zapach unoszący się wtedy w kuchni jest niesamowity! Niektórzy ziemniaczki do barszczu podają ze skwarkami, ale mi wystarcza sama cebulka:) Kto jeszcze nie próbował takiej wersji barszczu – gorąco zachęcam do degustacji :)
Taki barszcz pamiętam z domu mojej sopockiej Babci :)

Barszcz czerwony z ziemniakami i cebulką
1,5 litra wody
2 marchewki
1 pietruszka
1 mały seler
1 mały por
1 listek laurowy
3 ziarna ziela angielskiego
4 spore buraki
3 grzybki suszone
sól i szczypta cukru do smaku
1 łyżka soku z cytryny
0,5 szkl śmietanki kremówki

panadto
ziemniaki puree
1-2 cebule drobno posiekane i zeszklone na maśle

Warzywa oczyścić, pokroić na mniejsze części i zalać wodą. Dodać również listek laurowy, ziele angielskie i grzybki. Zagotować. Gotować na malutkim ogniu około 1 godziny. Zdjąć z palnika. Dodać sól, cukier, sok z cytryny, wymieszać. Dodać śmietanę, jeszcze raz wymieszać.

Podawać z ziemniakami puree z cebulką na osobnym talerzyku.