Posadzone i zjedzone

sobota, 31 stycznia 2015

Pączki z dżemem morelowym i cynamonową posypką


Oryginalne niemieckie pączki. Przepis w tym roku kończy 107 lat! pochodzi z niemieckiego poradnika cukierniczego – mojej najcenniejszej książki kucharskiej z 1908 roku.

Książka, której stałam się szczęśliwą posiadaczką pobudza wyobraźnię o dawnych balach i bankietach. Długie suknie, kapelusze, koronki, koraliki … i pięknie udekorowane stoły z równie kunsztownie przybranym jedzeniem.
Niemiecki poradnik cukiernika z 1908 roku, to niezwykła książka. Jej pierwsza połowa, to przepisy na ciasta, torty, masy, marmolady, likiery i kompoty. Jest też cały rozdział poświęcony marcepanowi. Druga połowa tej książki, to piękne ilustracje dekoracji ciast i tortów. Ilustracje poprzedzielane są woskowaną bibułą, jak w starych książkach dla dzieci z rysunkami Jana Marcina Szancera.
Te ilustracje zapierają dech w piersiach, namalowane z niemiecką precyzją, dopracowane w najmniejszym szczególe. Wyobrażam sobie cukierników w bogatych dworach, którzy w białych wykrochmalonych fartuchach, w wielkiej kuchni, z wielkim piecem i wielkim drewnianym stołem po środku, pochyleni nad tortem w skupieniu malują lukrowe artystyczne wzory. Później na srebrnych tacach wnoszą te arcydzieła na stół w jadalni, gdzie biesiadnicy srebrnymi widelczykami zajadają te pyszności z pomrukami zadowolenia i błogimi wyrazami twarzy.
Wierzę, że tak było:)
Wierzę też, że ta książka da mi wiele inspiracji, jestem nią oczarowana! Oglądam ją ostrożnie w tą i powrotem. I jeszcze raz. Ciężar tych 107 lat czuję na każdej stronie i choć nie umiem niemieckiego wcale a wcale, już wypróbowałam pierwszy przepis. Wpisałam go ręcznie do automatycznego tłumacza i usmażyłam pączki!



Pączki z dżemem morelowym i cynamonową posypką

zaczyn drożdżowy:
400 ml mleka
35 g świeżych drożdży
250 g mąki (dałam tortową)
52 g cukru

Ciasto:
500 g mąki (dałam tortową)
4 żółtka
skórka starta z cytryny
88 g rozpuszczonego, przestudzonego masła
szczypta soli
ewentualnie trochę więcej mleka

oraz:
Planta lub smalec do smażenia –1-1,5 kg (używam Planty i smalcu pół na pół)
cukier puder wymieszany z cynamonem do posypania
dżem morelowy

Zaczyn:
Drożdże rozpuścić w cukrze, dodać letnie mleko, mąkę i wymieszać rzadkie ciasto. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na około 20 minut.
Ciasto:
Najpierw do zaczynu dodać mąkę, później po jednym żółtku, skórkę z cytryny, szczyptę soli i wszystko dobrze wyrobić, aż będzie odchodzić od ręki. Na końcu wlać przestudzone masło i wyrobić gładkie i błyszczące ciasto.
Zostawić do wyrośnięcia na 1,5 godziny.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na blat, uformować wałek i podzielić go na  30 kawałków. Każdy kawałek uformować w kulkę, lekko spłaszczyć ją dłonią i ułożyć na papierze do pieczenia na 40 minut do wyrośnięcia. Przykryć ściereczką.
W międzyczasie rozgrzać tłuszcz w garnku lub we frytkownicy (nastawić ją na 180°C). Dżem morelowy zmiksować na gładką masę.
Smażyć w nagrzanym tłuszczu z obu stron. Wykładać na ręcznik papierowy, aby usunąć nadmiar tłuszczu.
Gotowe pączki szprycą nadziewać dżemem morelowym i posypać cukrem pudem z cynamonem.


Można również ciasto wyrobić mikserem, lub w maszynie do chleba nastawiając na program do wyrabiania ciasta. Ja wyrabiam właśnie w maszynie do chleba.



Kartoflanka z zacierkami




Po przepisie na ZACIERKI, dzisiaj przepis na zupę ziemniaczaną, czyli kartoflankę, która w wersji rozbudowanej, na bogato ;), stanowi samodzielne danie obiadowe. W sam raz na syty posiłek w czasie mroźnej, śnieżnej zimy.
Przepis znalazłam w książce tradycyjnej kuchni kaszubskiej Wiesławy Niemiec.
Myślę, że taka kartoflanka jest popularna w całej Polsce, nie tylko na Kaszubach i gdy nie jest to wersja odchudzona czy wegetariańska, ta zupa jest gotowana w taki sam sposób w każdym zakątku naszego kraju.
Dodam jeszcze, że u nas na Kaszubach kartoflankę je się zamiennie - albo z zacierkami, albo z zasmażką.
Gotując tą zupę, dobrze jest mieć duży 5 litrowy garnek. Ja użyłam mojego ukochanego garnka żeliwnego z Duki. Kto zastanawia się nad zakupem - szczerze polecam! Niezastąpiony do gęstych zup, gulaszu i pieczeni.
Potrzebna będzie też tarka z dużymi otworami do ścierania kluseczek do zupy.

Kartoflanka z zacierkami
źródło - Tradycyjna Kuchnia Kaszubska, Wiesława Niemiec

2 l. wody
1 kg ziemniaków
2 marchewki
1 pietruszka
20 dag wędzonego boczku (wybrałam jak najchudszy)
1 cebula
1 liść laurowy
3 kulki ziela angielskiego
sól
pieprz (pominęłam)

oraz:
1 porcja zacierek:
1 jajko (wielkość sklepowa M)
100 g mąki typ 500-550

przepis z instrukcją TUTAJ

Zaczynamy od zrobienia zacierek. TUTAJ jest przepis, ale dla wygody podam go też tu:
Mąkę przesiać do miski, zrobić dołek, wbić jajko i wymieszać (najlepiej widelcem), aby składniki połączyły się tworząc konsystencję płatków owsianych.
Dalej zagniatać ciasto ręką, aż powstanie gładka kula. Trwa to około 5 minut.
Ciasto powinno być zwarte, aby dobrze się ścierało na tarce. Przykryć miseczką i odstawić na 20-30 minut.

Zupa:
Zaczynamy od warzyw:
Przygotować dużą miskę na warzywa.
Ziemniaki, marchewkę i pietruszkę obrać i pokroić w małą kostkę. Wrzucić do miski.
Do garnka wlać wodę, dodać warzywa, liść laurowy i ziele angielskie. Ugotować do miękkości.
W tym czasie pokroić cebulę i boczek w drobną kostkę i zrumienić na patelni. Dodać do wywaru. Zagotować.
Teraz zacierki: odstane ciasto ścierać na tarce bezpośrednio do gotującej się zupy. Gotować 2 minuty od utarcia ostatniego okruszka ciasta.
Gotowe!



czwartek, 29 stycznia 2015

Chleb na zakwasie ze śmietaną, fasolą i marchewką


Chleb z fasolą i marchewką, to chleb po przejściach.
Opracowałam sobie przepis i testowałam go kilka razy. Za każdym razem wkładając do piekarnika keksówkę pełną ciasta miałam nadzieję, że tym razem będzie akurat. Ale nie był. Główna wada polegała na rozsypującym się wnętrzu i zbyt twardej skórce. Oczywiście zjedliśmy, bo chleb to rzecz święta i nie wyrzucę chleba choćby nie wiem co się działo. Ale, żeby komuś „z zewnątrz” go zaserwować lub dać dziecku do szkoły, to się nie nadawał.
Powalczyłam z proporcjami mąki i płynów i w końcu wyszło na tyle dobrze, że zamieszczę przepis. Fasola i marchew działają tutaj podobnie jak ziemniaki - wpływają na lepszą wilgotność i trwałość gotowego pieczywa. Ostateczna wersja chleba, to miękki, pyszny, sprężysty miąższ o ciekawym kolorze i cienka chrupiąca skórka.
To chleb również dla tych, którzy cierpią na nadmiar zakwasu, co domowym piekarzom czasem się zdarza :) Tutaj potrzeba go aż 250 gramów!

Chleb na zakwasie ze śmietaną, fasolą i marchewką
keksówka dł. 29 cm

160 g kwaśnej śmietany 18%
20 g letniej wody
100 g ugotowanej, odcedzonej i zmiksowanej fasoli Jaś
50 g ugotowanej i zmiksowanej marchewki
250 g zakwasu żytniego
20 g świeżych drożdży
430 g mąki pszennej 650
0/5 łyżki soli
1 łyżeczka miodu

Fasolę i marchewkę zmiksować w blenderze na gładką masę. Wymieszać ze śmietaną. Otrzymaną masę przełożyć do dużej miski, dodać zakwas i wodę. Wymieszać mątewką. Wsypać mąkę, na którą pokruszyć drożdże. Wyrobić ciasto mikserem przez około 10 min. W trakcie wyrabiania dodać sól i miód. Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce aż ciasto podwoi objętość.
Foremkę natłuścić i wysypać otrębami. Przełożyć do niej wyrośnięte ciasto, przykryć i odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30-40 min.

Piekarnik nastawić na 200°C. Bezpośrednio przed włożeniem chleba, ścianki piekarnika i chleb spryskać wodą w sprayu. Piec około 50min. Ostatnie 10 min w temp. 180°C.


sobota, 24 stycznia 2015

Jak zrobić zacierki


Od czasu jak zrobiłam swoje pierwsze w życiu zacierki, mój syn oszalał na ich punkcie. Te malutkie kluseczki o najróżniejszych, naturalnych kształtach (bo same się formują tak jak chcą), to właściwie makaron. Na to wskazują składniki w przepisie. Lecz jakimś cudem smakują inaczej, niż makaron. Są bardziej zwarte. Ale o tym, że są inne niż makaron decyduje to, że są one gotowane bezpośrednio w zupie. Całkowicie przechodzą smakiem zupy, która robi się gęsta od mąki zawartej w zacierkach. Takie zupy, to obiady jednogarnkowe.
Zacierki dodaje się do kartoflanek, zup fasolowych, gulaszowych.
Pyszne są też zacierki na mleku, lecz wtedy ściera się ciasto na talerzyk przesypując je mąką, aby zacierki się nie posklejały i wtedy dopiero wsypuje się je na gotujące się mleko i gotuje 2-3 minuty.
Dzisiaj pokażę Wam jak zrobić zacierki, a następnym razem podam przepis na prawdziwą kaszubską kartoflankę na boczku z zacierkami. Coś pysznego!

                Mąkę wsypujemy do miski i dodajemy jajko


                Mieszamy widelcem, aż składniki się połączą

    Wyjmujemy na blat i zagniatamy (ja nadaję ciastu kształt wrzeciona)
                  Gotowe ciasto ścieramy bezpośrednio do zupy

Zacierki do zupy

1 jajko (wielkość sklepowa M)
100 g mąki typ 500-550

oraz:
ostra tarka z dużymi otworami

Mąkę przesiać do miski, zrobić dołek, wbić jajko i wymieszać (najlepiej widelcem), aby składniki połączyły się tworząc konsystencję płatków owsianych.
Dalej zagniatać ciasto ręką, aż powstanie gładka kula. Trwa to około 5 minut.
Ciasto powinno być zwarte, aby dobrze się ścierało na tarce. Przykryć miseczką i odstawić na 20-30 minut.
W tym czasie nastawić zupę, aby była w stanie wrzenia.
Odstane ciasto ścierać na tarce bezpośrednio do gotującej się zupy. Gotować 2 minuty od utarcia ostatniego okruszka ciasta.
Gotowe!


piątek, 23 stycznia 2015

Ekstrakt pomarańczowy


Którejś nocy siedziałam na kanapie i robiłam na drutach ogromny pled na wielkie amerykańskie łóżko king size bed. Słuchałam radia. A w nim koncertu grupy Queen z Budapesztu z 1986 roku. Freddie śpiewał niemal bez przerwy przez dwie godziny.
Gdy zaśpiewał Love of my life, a później węgierską piosenkę ludową, której się specjalnie nauczył, autentycznie przeszły mi ciarki po plecach. Dołączyło się do śpiewu 80 tysięcy ludzi na stadionie ... wyobrażacie to sobie?
Zupełnie zapomniałam, że jest ciemna zimowa noc, dziergadło na drutach robiło się samo, jakby poza mną. Koncert był tak autentyczny, bez udawania i gwiazdorskiego nadęcia. Byłam całkowicie pochłonięta atmosferą. To prawdziwa sztuka umieć kierować emocjami. Freddie to potrafił i przychodziło mu to z łatwością.
To był jeden z najlepszych koncertów Queen i zarazem jeden z ostatnich takich na wielką skalę. Wrażenie potęgował fakt, że słuchałam go po latach, kiedy wiedziałam, co się później stało z Freddim, a on może wtedy jeszcze nie wiedział lub nie zdawał sobie sprawy ...
Myślę, że ludzie z jego koncertów wychodzili wstrząśnięci, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wydaje mi się, że po takim koncercie nie da się tak po prostu pójść na piwo i kebab, trzeba najpierw ochłonąć z wrażenia.

A wracając na ziemię i do kuchni - jeszcze moment i skończy się sezon na cytrusy. To już najwyższa pora nastawić domowy ekstrakt pomarańczowy, żeby zdążył się przegryźć przed wielkanocnymi wypiekami.
Skorzystałam z niezawodnego przepisu Doroty. Bardzo polecam!

Ekstrakt pomarańczowy
Składniki na 1 ekstrakt (250 ml):

skórka z dużego owocu pomarańczy (lub cytryny, limonki)
125 ml wódki
125 ml wody

Pomarańczę wyszorować i wyparzyć. Obrać z niej skórkę, usuwając dokładnie całą białą podskórkę (albedo) - jest gorzkie. Drobniutko pokroić. Wrzucić do słoiczka. Zalać wodą wymieszaną z wódką. Wstrząsnąć, odłożyć w ciemne, suche miejsce (nie do lodówki)
Ekstrakt jest gotowy do użycia po 7 dniach, ale po 2 miesiącach uzyskuje pełny aromat. Warto wstrząsnąć go od czasu do czasu. Termin ważności: 1 rok.


czwartek, 22 stycznia 2015

Chleb pszenno-żytni z majonezem i serwatką




Ten chleb jest bardzo podobny do tego, tu też dodałam majonez. Dałam również sporo mąki żytniej chlebowej i serwatkę zamiast wody.
Chleb wyszedł nieco cięższy, o bardziej treściwym miąższu niż poprzedni, ten chleb bardziej syci i wystarczy jedna kromka aby się najeść.
Można go wyrobić w maszynie do chleba, lub ręcznie.

Chleb pszenno-żytni z majonezem i serwatką

10 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
500 ml serwatki
3 łyżki zakwasu żytniego
1 łyżka majonezu
600 g mąki pszennej typ 650
300 g mąki żytniej chlebowej typ 720
1 i 4/3 łyżeczki soli

Drożdże zasypać cukrem w kubeczku i wymieszać, a gdy powstanie papka wymieszać z wodą. Drożdże suszone wsypać do wody bez mieszania.
Wodę z drożdżami i cukrem umieścić w maszynie, dodać resztę składników i nastawić program na ciasto na chleb. U mnie trwa to 1,5 godziny.

Wyrośnięte ciasto (oba warianty - wyrobione ręcznie lub maszynowo) przełożyć na blat podsypany mąką, uformować kulę i przełożyć do koszyka do wyrastania (lub durszlaka) wyłożonego mocno posypaną mąką ściereczką. Zostawić do wyrośnięcia na 40 minut.
Piekarnik nastawić na 210°C. Nagrzać kamień do pieczenia lub blachę. Wyrośnięty chleb przełożyć na kamień, naciąć, a dno piekarnika spryskać wodą za pomocą np. zraszacza do kwiatów. Piec 10 minut, po czym zmniejszyć temp. do 180°C i piec jeszcze około 25 minut.



środa, 21 stycznia 2015

Ogród warzywny na pięć zagonów


Zrobiłam już plan ogródka warzywnego, który zacznę wcielać w życie już w lutym - od posiania nasion cebuli w domu. Nasiona zebrałam sama w zeszłym roku z posadzonych tu i ówdzie w szklarni kilku cebul. Cebule już zastałam, gdy kupiliśmy działkę, więc nie wiem co to za odmiana.

Tegoroczny główny placyk z warzywami* jest podzielony na 5 zagonów, z których dwa zewnętrzne są węższe, a trzy środkowe szersze. Jakoś tak wyszło. Trochę nie zamierzenie, bo planowałam 4 zagony, ale w sumie to nic nie szkodzi.
Na jesień cały teren został przekopany, odchwaszczony i podzielony ścieżkami, które są po prostu udeptane butami. Przekopanych zagonów pomiędzy ścieżkami nie wyrównywałam, tylko zostawiłam w wysokiej (lub ostrej) skibie, czyli nie wyrównywałam dużych grud ziemi. Pod wpływem mrozu te grudy  same zaczną kruszeć, a ziemia stanie się pulchna i wiosną warzywom będzie się dużo łatwiej rosło.
Na wiosnę, jeszcze przed posianiem czegokolwiek na rabatach, całość nawiozę kompostem w ilości 3-4 szpadle na 1m kw.
W ogrodzie za szklarnią, gdzie mamy część gospodarczą, czyli składzik beczek, gałęzie i pryzmę kompostową, jest dość słonecznie i tam właśnie będzie mała plantacja pokrzyw i żywokostu hodowanych na gnojówki. Chcąc mieć ogród wolny od sztucznych nawozów, te dwie rośliny plus kompost zapewnią nam zdrowe, dorodne warzywa, owoce oraz kwiaty.
Pokrzywa i żywokost świetnie sprawdza się w szklarni i w tym roku będę nimi podlewać pomidory.
O gnojówkach z tych roślin napiszę więcej, jak sama zrobię i uwiecznię na fotkach.
Na razie tylko powiem tyle, że: gnojówka z pokrzyw ma dużo azotu i używamy jej, gdy pomidory są młode i rozwijają liście, a gnojówka z żywokostu ma dużo potasu i używamy jej, gdy rośliny zaczynają kwitnąć i owocować. Już do końca sezonu podlewamy żywokostem, a pokrzywą tylko na początku.


W tym roku wygląda to tak:


Korzeniowe:
marchewka, pietruszka, seler, buraki
Kapustne:
kalafior, brukselka, kalarepka, pak choi,

Zagony są tematyczne, podzieliłam je na rośliny z tych samych lub spokrewnionych rodzin. Każdy zagon dostał ekstra wsparcie w postaci ziół specjalnie dobranych, aby zminimalizować rozwój chorób i szkodników.

*będzie jeszcze miejsce na fasolę i cukinię w innych częściach ogrodu

wtorek, 20 stycznia 2015

Biszkopt, który zawsze się udaje


Moje życie jako blogerki kulinarnej nie jest pasmem samych sukcesów w gotowaniu i pieczeniu. Nieraz zdarza mi się ugotować coś, co niby jest zjadliwe, ale nie na tyle, żeby zrobić to kiedykolwiek ponownie.
Kiedyś upiekłam taki chleb, że nawet kaczki w stawie nie chciały go jeść ... Cóż, bywa i tak.
Próbuję dokształcać się w gotowaniu, bo bardzo to lubię i lubię, gdy moje jedzenie smakuje innym.
Jest jednak coś, czego na tym etapie swojego życia nie jestem w stanie pokonać. Jest to biszkopt w czystej postaci - bez proszku do pieczenia - w skład którego wchodzą trzy składniki - mąka, cukier i jajka. Nie potrafię upiec lekkiego jak piórko biszkoptu nie wspomagając go proszkiem do pieczenia.
Postanowiłam, że dam sobie spokój, przynajmniej na razie, i będę piekła biszkopt taki, który mi się udaje - z proszkiem.
Jest tu również kilka łyżek wrzątku, który rozgrzewa żółtka sprawiając, że ubita masa jest naprawdę puszysta i kremowa.
Myślę, że jeśli wśród tych, którzy będą czytać tego posta jest ktoś, kto boi się upiec biszkopt, lub zwykle wychodzi zbity i ciężki, niech spróbuje upiec ten dzisiejszy.
Wychodzi koncertowo - zawsze się udaje :)


Biszkopt, który zawsze się udaje
tortownica 26 cm

6 jajek
1,5 szkl. zwykłego cukru
1 szkl. mąki tortowej
¾ szkl. mąki ziemniaczanej
8 łyżek wrzącej wody
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik nastawić na 170 - 175°C.
Tortownicę 26 cm wysmarować tłuszczem. dno wyłożyć papierem do pieczenia, a boki wysypać mąką.
Żółtka oddzielić od białek. Do jednej miski wlać białka, do drugiej żółtka. W trzeciej misce wymieszać przesiane obie mąki z proszkiem do pieczenia.
Żółtka ubić z cukrem, gdy zaczną się stawać puszyste, wlewać wrzątek, po jednej łyżce. Ubijać masę dalej, aż urośnie trzykrotnie i zmieni kolor na bardzo jasny.
Teraz ubić białka na sztywną pianę.
Do masy jajecznej wsypywać po trochu mąkę i mieszać delikatnie ale dokładnie łyżką lub łopatką. Dodać pianę z białek i też delikatnie ale dokładnie wymieszać łyżką.
Masę przelać do tortownicy i piec 35-45 minut. Wyłączyć piekarnik i lekko uchylić drzwiczki piekarnika. Ja wkładam w drzwiczki pudełko zapałek wąską stroną i wtedy piekarnik jest naprawdę leciutko uchylony (około 1 cm). Po 10 minutach uchylić trochę mocniej na  następne 10 minut, w końcu wyjąć i wystudzić. Całkiem wystudzony biszkopt przykryć papierem i zostawić do następnego dnia (lub na dwa dni) i dopiero wtedy przekroić na krążki i przekładać kremem.




piątek, 16 stycznia 2015

Bułeczki pszenne na serwatce


Pyszne, mięciutkie bułeczki na serwatce zamiast wody. Przerobiłam przepis na chleb na serwatce, dodałam trochę domowego mussli i już po kilku godzinach mogliśmy się delektować domowymi bułeczkami. Dzięki mussli zyskały one bardzo ciekawy smak. Czasami można było natrafić na rodzynki, czasami na kawałek orzecha lub kilka ziaren siemienia lnianego. Bułeczki pasują do wszystkich dodatków. Dzięki nim mieliśmy pyszną kolację:)

Bułeczki pszenne na serwatce
12 szt.

350 g serwatki
30 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki cukru
460 g mąki pszennej typ 650
100 g dowolnej mieszanki mussli 
1,25 łyżeczki soli

Do miski wlać serwatkę, dodać cukier i pokruszone drożdże. Wymieszać, aby drożdże się rozpuściły. Dodać mąkę, mussli  i sól. Zmiksować na gładkie ciasto. Skończyć miksowanie, kiedy chleb zacznie się odrywać od brzegów miski. Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. U mnie trwało to 45 min. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na posypany mąką blat, podzielić na 12 części i z każdej uformować okrągłą bułeczkę. Bułeczki przełożyć na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posypać lekko mąką i przykryć ściereczką. Zostawić do wyrośnięcia na 20 minut.
Podczas wyrastania bułek nagrzać piekarnik do 200°C. Wyrośnięte bułki piec 15-20 min.



środa, 14 stycznia 2015

Chleb Pan Rustico - wspólne pieczenie


Jako, że w styczniu wiele rzeczy się zaczyna, ja zaczęłam na nowo piec chleb w doborowym wirtualnym towarzystwie.
Dziś jest to chleb hiszpański. Zaproszenie do wspólnego pieczenia wyszło, jak co miesiąc od Amber, a Ania z Bajkorady wybrała dla nas wypiek.
Chleb wyszedł pyszny! Dla mnie smak trochę przypomina włoską ciabattę, a i wygląd w środku, bo dziurawiec z niego straszny:) Ale jest naprawdę dobry! Najpyszniejszy jest świeżutki tylko z masłem, a później jedliśmy go i z dżemem i z wędliną i z serem żółtym. Za każdym razem super smak!
Bardzo się cieszę, że przyłączyłam się do wspólnego pieczenia, bo już zaczynało mi tego brakować :) Już czekam na luty i następne wspólne pieczenie :)

Pan Rustico
przepis pochodzi z BBC Food
tłumaczenie oryginału Ania z Bajkorady

STARTER
150 ml ciepłej wody
– 1 łyżeczka cukru
26 g świeżych drożdży ( 7 g suchych)
125 g mąki pszennej chlebowej

Wodę wymieszać z cukrem i drożdżami. Pozostawić w ciepłym miejscu około 10 minut. Wymieszać z mąką, uzyskując konsystencję gęstej pasty. Przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 24 godziny.

CIASTO WŁAŚCIWE
200 ml ciepłej wody
– 1 łyżeczka cukru
9 g świeżych drożdży ( ok. 4 g suchych)
225 g mąki pszennej chlebowej + do podsypywania
100 g mąki pszennej razowej
– 1 łyżeczka soli
– 1 łyżka oliwy

Wodę wymieszać z cukrem i drożdżami. Odstawić na 10 minut. Mąki wymieszać z solą, starterem, rozpuszczonymi drożdżami oraz oliwą. Mieszać łyżką do osiągnięcia lepkiego ciasta. Przenieść na stolnice i zagniatać przez ok. 10 minut, aż będzie elastyczne i gładkie (rozciągać ciasto i składać z powrotem do siebie). Nie podsypywać zbyt dużo mąki, żeby ciasto nie zrobiło się za suche. Gotowe przełożyć do naoliwionej miski i odstawić na min. 1 godzinę do wyrośnięcia (podwojenia objętości)
Blachę wysypać mąką.
Ciasto przełożyć na blachę. Rozciągnąć na ok. 30 cm długości złożyć na pół – czynność dwukrotnie powtórzyć. Uformować bochenek i naciąć go kilkakrotnie ostrym nożem. Posypać mąką i odstawić w ciepłe miejsce na 45-60 minut (powinien dobrze wyrosnąć).
Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 240 stopni. Piec ok. 20-25 minut, aż się zarumieni, a spód będzie wydawał głuchy odgłos. Studzić na kratce.


wtorek, 13 stycznia 2015

Zupa z pora, pomidorów i soczewicy z serwatką


Gdy robię domowy twaróg z 4 litrów mleka, serwatki oddziela się naprawdę dużo.. Wlewam ją do pojemniczków, o czym pisałam we wpisie o twarogu i mrożę.
Później rozmrażam odpowiednią jej ilość i dodaję do zup, sosów, chlebów i ciast.
Zupa z soczewicy, pora i pomidorów dzięki serwatce zyskała głębszy, kwaskowaty smak, który zrównoważyłam odrobiną cukru.

Zupa z pora, pomidorów i soczewicy z serwatką

1 por - biała i jasnozielona część
1 marchewka
1 pietruszka
500 ml przecieru z pomidorów
700 ml serwatki
0,5 szkl. zielonej soczewicy
szczypta soli, pół łyżeczki cukru
kilka łyżek natki pietruszki

Por pokroić w plasterki i dusić na 2 łyżkach oleju na małym ogniu przez 5 minut mieszając od czasu do czasu. W międzyczasie marchewkę i pietruszkę obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Dodać do pora. Wlać też przecier pomidorowy i serwatkę. Gotować 10 minut na małym ogniu. Wsypać soczewicę i gotować 25 minut. Doprawić solą i cukrem.
Gotowe porcje zupy posypać natką pietruszki.



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jak zrobić domowy twaróg


Nawet na hali targowej, tam gdzie zaopatruję się w sezonowe i lokalne produkty „od baby”  bałabym się kupować mleko prosto od krowy. Nie wiem, czy pochodzi od zdrowego zwierzęcia, a nie mam na tyle odwagi, żeby zapytać. Jajka, to co innego, ale masło, śmietanę i mleko wolałabym nabyć z pewnego źródła.
Na szczęście w sklepach można kupić mleko w worku, najbardziej zbliżone do świeżego mleka krowiego, z którego można zrobić wspaniały domowy twarożek. Jedyne czego potrzebujemy, to coś, co sprawi, że mleko się zsiądzie. Może to być maślanka, kwaśna śmietana, kefir...
Taki domowy twarożek bardzo się różni od tych sklepowych. Nie mówię, że sklepowe są niedobre - przeciwnie - wystarczy trochę poszukać, popróbować kilku rodzajów i znaleźć ten ulubiony (dla mnie najlepszy kupny twarożek, to ten ze Strzałkowa), ale domowy twarożek jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Oprócz smaku, zapachu i konsystencji ma tą niepowtarzalną fakturkę tkaniny, w którą się go zawija. U mnie ma fakturkę pieluszki tetrowej. Właśnie to wszystko sprawia, że  twarożek tak bardzo ujmuje za serce i kojarzy mi się z domem rodzinnym, choć na zwykłym gdyńskim blokowisku, to pełnym ciepła i domowych twarożków jedzonych z galaretką z czarnej porzeczki zbieranej u Babci w ogródku :)

Wiele jest sposobów na własnoręczny wyrób twarożku, a ja dzisiaj powiem Wam o swoim.
Nie wylewajcie serwatki, która powstanie. Ja przelewam ją do pojemników o pojemności mniej więcej szklanki i wstawiam do zamrażarki. Serwatka świetnie się mrozi!
Później używam do zup, chlebów i ciast.
Obserwujcie pasek z zakładkami po prawej stronie - w zakładce serwatka będę dodawać przepisy z jej użyciem.

Domowy twaróg
2 litry mleka świeżego 3,2% (najlepiej w woreczku) lub pasteryzowanego w butelce
150 ml zsiadlego mleka / maślanki / kwaśnej śmietany

Zaczynam podobnie jak w przypadku domowego jogurtu.
Najpierw wlewam do garnka 2 litry świeżego mleka i podgrzewam do takiej temperatury, aby było dość ciepłe, ale jeszcze nie parzyło palców. Teraz zestawiam garnek z palnika i dolewam czegoś, aby zakwasić mleko. Można użyć maślankę, kwaśną śmietanę, kefir lub zsiadłe mleko. Mieszam dokładnie trzepaczką balonową (rózgą). Garnek przekrywam pokrywką i odstawiam w ciepłe miejsce na kilkanaście godzin, aż się zsiądzie. Najlepiej zostawić na noc.
Następnego dnia, gdy mleko się zsiądzie, odlewam do słoiczka 150 ml zsiadłego mleka, aby mieć czym zakwasić mleko następnym razem. Taki słoiczek trzymam w lodówce do dwóch tygodni.
Teraz stawiam garnek na kuchence i na małym ogniu ogrzewam, aż zaczną powstawać grudki twarogu i będzie się oddzielać serwatka. Czasami delikatnie mieszam sięgając łyżką do dna. Mleko jest podgrzane mocniej niż w pierwszym dniu, ale nie może się zagotować.
Zestawiam garnek z palnika i czekam 5-10 minut.
W tym czasie przygotowuję sobie miskę na serwatkę i sitko lub durszlak.  Na sitku kładę rozłożoną czystą pieluszkę tetrową ( piorę ją ręcznie, aby serek nie pachniał proszkiem do prania i płynem do płukania) i na nią łyżką cedzakową wyjmuję z garnka twarożek, aż do ostatniego okruszka. Zbieram końce pieluszki, zawijam, odciskam, lecz nie za mocno i obciążam miseczką z wodą. Serwatka powoli wypływa z twarożku przez godzinę. Wtedy odwijam serek z pieluszki, podkładając talerz przekładam serek na talerz. Delikatny twarożek jest gotowy :)
Ja często wkładam taki serek jeszcze do lodówki do stężenia na kilka godzin, żeby łatwo się kroił.







niedziela, 11 stycznia 2015

Chleb na serwatce


Jak tylko spróbowałam pierwszą, jeszcze ciepłą kromkę tego chleba, pomyślałam, że szybko muszę  uwiecznić przepis na blogu zanim jeszcze nie zgubiłam kartki z nabazgranymi składnikami. W międzyczasie zabrałam się za coś innego i zapomniałam o niej. Zapomniałam na cały tydzień.
A przed chwilą, jak chciałam napisać notkę, oczywiście nie mogłam znaleźć kartki z przepisem. Przekopałam pół mieszkania, aż w końcu dojrzałam ją w kuchni przypiętą do lodówki - w gąszczu innych świstków. Trudno ją było znaleźć, bo na mojej lodówce karteluszki przypinane są jedna na drugiej! Przypinane są magnesami z literkami z Danonków, które dawno temu zbierało moje dziecko. Mam taką manię - zamiast odpinać stare kartki i chować do teczki z przepisami, ja dokładam nowe, obecnie leci druga warstwa ;) Niedługo moja lodówka będzie wyglądać jak pękaty słup ogłoszeniowy:)


                                                           Moja lodówka :)

No ale do rzeczy.
Lubię wszystko, co można zrobić samemu w domu. Oprócz domowego chleba, ciast, dżemów i jogurtu robię też twaróg. Co prawda, nie z mleka „od baby”, ale z ogólnie dostępnego mleka pasteryzowanego (nie UHT). Twaróg jest po prostu przepyszny. Przepis wkrótce!
Jak wiadomo, po produkcji twarogu pozostaje sporo serwatki. Nie karmię nią zlewu, lecz piekę chleb z jej dodatkiem i to całkiem sporym:)
Ten chleb jest lekki, a przez dodatek serwatki, która daje wilgoć i trochę razowej mąki żytniej, jest bardziej charakterny, ale tylko trochę, bo tak naprawdę, jest to bardzo delikatny, przyjemny chleb. A poza tym jest łatwy i szybki.

Chleb na serwatce
1 okrągły chlebek średnicy około 23 cm

350 g serwatki
30 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki cukru
400 g mąki pszennej typ 650
70 g mąki żytniej razowej
1,25 łyżeczki soli

Do miski wlać serwatkę, dodać cukier i pokruszone drożdże. Wymieszać, aby drożdże się rozpuściły. Dodać obie mąki i sól. Zmiksować na gładkie ciasto. Skończyć miksowanie, kiedy chleb zacznie się odrywać od brzegów miski. Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. U mnie trwało to 45 min. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na posypany mąką blat, uformować okrągły bochenek i przełożyć do wysypanego mąką koszyczka do wyrastania lub do durszlaka. Chleb powinien znowu rosnąć przez około 30 min.
Podczas wyrastania chleba nagrzać piekarnik z kamieniem (lub dużą blachą) w środku do 200°C. Wyrośnięty chleb przełożyć na rozgrzany kamień i piec około 40 min.



Dla zabieganych. Makaron z zielonymi warzywami i boczkiem


Gdy o 17-tej wróciłam do domu, obiad miałam jedynie zaplanowany w głowie, ale przygotowałam go w takim tempie, że już pół godziny później siedzieliśmy przy stole i jedliśmy makaron. Dodałam do niego zielone warzywa i boczek wędzony pokrojony w kostkę. Wyszło pyszne i w dodatku bardzo szybkie danie.
Zwykły obiad w zwykły dzień w tygodniu. Polecam zabieganym!


Dla zabieganych. Makaron z zielonymi warzywami i boczkiem
3-4 porcje

300 g dowolnego makaronu
200 g wędzonego boczku
300 g brukselki
1 mała cukinia
pół pęczka szczypiorku
200 ml śmietany kremówki
sól
pieprz

Makaron ugotować al dente. Brukselkę podgotować przez 5 min. i każdą pokroić na ćwiartki. Cukinię razem ze skórką pokroić na cienkie plasterki. Najlepiej zetrzeć na tarce na plasterki.
Boczek pokroić w drobną kostkę i usmażyć na odrobinie tłuszczu. Do chrupiącego boczku dodać plasterki cukinii i smażyć przez 1 minutę. Dodać brukselkę i smażyć kolejną minutę. Dolać śmietanę i makaron i razem wszystko dusić 2-3 minuty na dużym ogniu, aby część płynu wyparowała. Zdjąć z palnika i przyprawić solą i pieprzem. Posypać posiekanym szczypiorkiem i podawać.


piątek, 9 stycznia 2015

Buchty drożdżowe na krupczatce


Siedzimy w ciepłym domu, a za oknem wieje  wiatr i pada deszcz. Huczy i wyje złowrogo. Właśnie coś uderzyło w nasze okno – jest taki wiatr, że lekkie przedmioty pozostawione na balkonach latają w powietrzu.
Koty śpią, a my słuchamy Dzieci z Bulerbyn, audiobooka czytanego przez Irenę Kwiatkowską. Czyta tak wspaniale, że momentami mam wrażenie, że czyta mi babcia. Raz naśladuje głos Ollego, raz Lassego, raz Britty, a później śmieje się, gdy wymaga tego scenka. Coś wspaniałego!
Gdy Lisa w pewien deszczowy dzień z nudów piecze ciasto drożdżowe, nie wytrzymałam i też poszłam do kuchni coś upiec. Lisa piekła ciasto drożdżowe, z dwoma jajkami ....
Szybko poszukałam przepisu na ciasto drożdżowe koniecznie z dwoma jajkami (w książce przy reszcie składników oprócz cukru nie było proporcji) i upiekłam pyszne, pachnące masłem buchty :)
Zapraszam!
I polecam książkę, bo to nie tylko książka dla dzieci, ale również dla dorosłych. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odgania wszystkie złe myśli i wyzwala pozytywne emocje :)

Buchty drożdżowe na krupczatce
16 szt
dwie tortownice 23 cm

30 g świeżych drożdży
50 g cukru
250 ml letniego mleka
500 g mąki krupczatki
2 jajka
szczypta soli
100 g roztopionego, ostudzonego masła

Cukier i drożdże rozmieszać w rondelku, dolać mleko i wymieszać. Odstawić, aby drożdże urosły – około 15- 20 min. Do wyrośniętych drożdży dodać mąkę, jajka, szczyptę soli i 3 łyżki rozpuszczonego masła. Wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Mikserem lub ręcznie.
Ciasto włożyć do dużej miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce aby podwoiło objętość (60-90 minut).
W tym czasie przygotować dwie tortownice o średnicy 22-23 cm. Wyłożyć je papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i wysypać mąką.
Wyrośnięte ciasto wyjąć na blat, lekko zagnieść i podzielić na 16 części. Każdą część uformować w kulkę i namoczyć w rozpuszczonym maśle. Ułożyć w formie kwiatka po osiem sztuk w każdej tortownicy. Przykryć ściereczką i odstawić na 20 minut do ponownego wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzać do 220°C. Włożyć wyrośnięte bułeczki i piec 20 minut.

Po wyjęciu i przestygnięciu posypać cukrem pudrem.



czwartek, 8 stycznia 2015

Pischinger - wafelki przekładane


Od dłuższego już czasu chodziły za mną przekładane wafelki, tradycyjnie nazywane u nas w domu pischinger. Choć receptura wafelków, które ja robię, jest inna niż na prawdziwy pischinger, to właśnie pod taką nazwą funkcjonują u mnie.
Zaczęło się od tego, że śniło mi się, że poszłam do sklepu po andruty, a tam były aż trzy rodzaje, w tym jedne andruty zapakowane w papier, z żółtą kartką-etykietką, jakie to można było znaleźć w zeszłej epoce :) Sen był tak sugestywny, że następnego dnia poszłam w te pędy do delikatesów (a była to niedziela) i nie znalazłam żadnych wafli ... nie wierzyłam własnym oczom, że nie było żadnych! Wokół były inne sklepiki, tyle, że pozamykane ...
Cóż, kupiłam biszkopciki, a mój syn przełożył je masą czekoladową z dodatkiem mleka w proszku. Powstały pyszne markizy, ale ja chciałam pischinger!
Nazajutrz, korzystając z okazji, że i tak muszę pochodzić po sklepach za butami, w pierwszym większym napotkanym sklepie kupiłam andruty i po przyjściu od razu zabrałam się za pischinger.
Chyba miałam proroczy sen, bo w sklepie były aż trzy rodzaje wafli :) Nie widziałam takich zawiniętych w papier, ale te, które kupiłam też były bardzo dobre. Dobre, czyli, moim zdaniem delikatne, kruche i z małą kratką.

Pischinger - wafelki przekładane
6 andrutów 30x24 cm

200 g masła
225 g cukru
2 żółtka
2 jajka
2 kopiaste łyżki kakao w proszku
125 g mielonych orzechów włoskich*

Całe jajka i żółtka ubić w miseczce widelcem.
Masło roztopić, dodać cukier i kakao i zagotować mieszając trzepaczką, aby cukier się roztopił. Zmniejszyć moc palnika, wlać roztrzepane jajka i energicznie mieszać do zagotowania masy. Gdyby jajka trochę się ścięły, masę można przelać przez sitko, ale to bardzo rzadko się zdarza. Po zagotowaniu masy wsypać orzechy i wymieszać. Masę przestudzić i letnią przekładać wafle. Gotowy pischinger trzeba przykryć deseczką, na której stawiamy coś ciężkiego, aby wafle dobrze się skleiły. Najlepiej zostawić do następnego dnia, aby torcik się przegryzł.
Nie trzeba go trzymać w lodówce.


* ten pischinger najlepiej smakuje, gdy orzechy są grubo zmielone. Ja mielę ręczną maszynką do tarcia czekolady.


Ciasto gruszkowe


Jedną z moich ulubionych form do ciasta jest forma z kominkiem. Często z niej korzystam, ponieważ ciasta po wyjęciu z formy mają piękny, taki „domowy” kształt. Zwykle z jakimiś wypukłymi wzorkami, co nadaje dodatkowego uroku.  Kształt jakby old fashion, a ja lubię wszystko, co jest old fashion :).
 W cukierni lub piekarni bardzo rzadko można zamówić kawałek ciasta upieczonego w takiej formie. To ją wyróżnia spośród innych. Gdy idę na kawę i ciasto do kawiarni, to wiem z góry, że będzie to równiutka kostka lub trójkąt jak spod linijki. I tak jest dobrze. Konkretne rzeczy pasujące do konkretnych miejsc. Lecz sielankowe, leniwe obiady w domu z rodziną lubię zwieńczać ciastem w takiej właśnie postaci. 
Ciasto ma „muffinkowy” sposób wykonania, jak też muffinkową konsystencję. Ja upiekłam w formie z kominkiem, ale można piec w formie muffinów, skracając czas pieczenia do 22-25 min.

Ciasto gruszkowe
forma okrągła z kominkiem
na podst. przepisu Sharon Koening (www.recipes4cakes)

3 średniej wielkości twarde, lecz dojrzałe gruszki
1 szkl. oleju
1 szkl. cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki cynamonu
2,5 szkl. mąki
2 duże jajka
3/4 szkl. posiekanych orzechów włoskich

Piekarnik nastawić na 175°C.
Gruszki obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w kostkę. Zasypać cukrem i odstawić na 1 godzinę.
Olej wymieszać z jajkami.
Wszystkie suche składniki połączyć ze sobą w misce, do nich dodać olej z jajkami, gruszki z cukrem i wymieszać łyżką do połączenia się składników. Następnie wmieszać orzechy. Ciasto będzie bardzo gęste - jak to z ciastem muffinkowym bywa:)
Przełożyć łyżką do wysmarowanej masłem i wysypanej mąką formy. Piec 55-60 minut.
Studzić na kratce.
Jako dodatek dobrze tu pasuje kleks kwaśnej śmietany ze szczyptą cukru pudru.

Smacznego!



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Dieta oczyszczająca poświąteczna lub wiosenna


 Wiosenny detoks na początku stycznia, to wyrażenie sporo na wyrost, lecz myślę, że taka dieta za dwa - trzy miesiące będzie równie na miejscu. Skończą się wtedy bardziej tłuste i treściwe posiłki, a ustąpią miejsca lżejszym.
A teraz, po świętach i Sylwestrze, kiedy jedliśmy tłustych potraw więcej niż zwykle, ciast, tortów i serników, a przy tym mniej się ruszaliśmy, detoks poświąteczny będzie idealny. Tak sobie myślę, że samo słowo detoks w tym przypadku jest też trochę na wyrost - bo nie będzie to totalny detoks, a raczej mały detoksik :)
Ale do rzeczy:

Celem tej diety* jest oczyszczenie organizmu z nadmiaru toksyn, które wdychamy i przyjmujemy razem z pożywieniem, przyzwyczajenie organizmu do mniejszych ilości jedzenia oraz uzyskanie lepszego samopoczucia. Po takiej diecie będziemy się czuli lżej, nie będziemy ospali i ociężali.

Dieta trwa 8 dni, przy czym tylko dwa pierwsze mogą być problematyczne, gdy np. idziemy do pracy albo mamy spotkanie z rodziną lub przyjaciółmi i wiemy, że będziemy tam coś jeść. Najwygodniej zacząć dietę w sobotę i na cały weekend nie planować żadnych spotkań połączonych z jedzeniem.

Głównymi elementami tej oczyszczającej diety będą jabłka jedzone ze skórką i woda z cytryną.

Musimy kupić 5 jabłek średniej wielkości (ja lubię Rubiny) i 3 cytryny.

Jabłka - zawierają dużo pektyn, które czyszczą organizm z toksyn, odkwaszają go, regulują perystaltykę jelit i zapobiegają zaparciom.
Woda z cytryną - również odkwasza organizm, oraz - cytuję za autorką „Prozdrowotne korzyści z picia wody z cytryną są ogromne. Od wieków wiadomo, że cytryny mają silne działanie antybakteryjne działają przeciwwirusowo i wspomagają układ odpornościowy.
Świetnie „myją od wewnątrz” cały układ pokarmowy i wątrobę.”

Jest to dieta dla osób zdrowych, które nie mają problemów z wrzodami żołądka i mogą jeść surowe owoce.

PLAN DIETY:
Pierwszy dzień - jemy tak, aby przygotować swój organizm na następny dzień. To znaczy - nie jemy mięsa, drobiu, ryb i wędlin oraz cukru (słodycze, w tym drożdżówki i czekoladki). Nie pijemy mleka, czarnej herbaty i kawy. Dozwolony jest chudy jogurt lub kefir. Jemy warzywa, owoce, nabiał i pieczywo.  Pijemy dużo wody lub herbatę zieloną albo miętową, rumianek … co kto lubi.

Drugi dzień - przez cały dzień jemy tylko i wyłącznie jabłka (ze skórką) w ilości 5 sztuk w równych odstępach czasowych. Między jabłkami popijamy wodę lub herbatę zieloną, miętę lub rumianek.

Trzeci dzień i kolejne 5 dni - zaczynamy od szklanki ciepłej wody z sokiem z połowy cytryny na czczo. 20 - 30 minut przed śniadaniem. Trzeciego dnia jemy lekkie posiłki - pieczywo pełnoziarniste z twarogiem, sałatka wielowarzywna polana oliwą, duszone klopsiki drobiowe w warzywach lub gotowana polędwiczka wieprzowa.
Następne dni - zaczynamy od wody z cytryną, a wszystkie inne posiłki powinny być już normalne, lecz lekkostrawne (bez zawiesistych sosów, tłustych mięs typu pieczeń z karkówki, ciast z kremem itp.). Przez ten tydzień, kiedy pijemy wodę z cytryną starajmy się zastosować rozwiązanie pięćdziesięcioprocentowe, o którym pisze Mireille Guiliano w swoich książkach. Czyli - nakładajmy sobie na talerz połowę tego, co zamierzamy zjeść. Jedzmy powoli, starannie żując każdy kęs. Jeśli uznamy, że taka ilość jedzenia to za mało, nałóżmy sobie połowę dokładki. Po tygodniu takiego jedzenia poczujemy się lepiej i lżej. Kolejne dni i tygodnie - jemy już wszystko, lecz sami zobaczymy, że potrzebujemy mniej jedzenia.

 To co? Zaczynamy od przyszłej soboty?


* Tej diety nie konsultowałam z żadnym dietetykiem. To plan, który sama ułożyłam na podstawie materiałów znalezionych w sieci.  

niedziela, 4 stycznia 2015

Cordon Bleu na wspomnienie lata


Cordon Bleu kojarzy mi się wbrew pozorom nie z Francją, a z Hiszpanią, ponieważ  było to najczęściej zamawiane danie przez nasze dziecko podczas  pobytu w Hiszpanii.
Ale zacznę od początku.
 Zaraz po przyjeździe, robiąc rekonesans okolicznych knajpek w poszukiwaniu miejsca na kolację, zauważyliśmy niedużą restaurację, gdzie na zewnątrz przygotowywano stoliki do lunchu. Niedaleko nas pewna dziewczyna ustawiała krzesła. Minę miała nietęgą, wyglądała na zdenerwowaną czy zestresowaną? A my na domiar złego zasypywaliśmy ją pytaniami o menu, o której godzinie wieczorem najlepiej przyjść i takie tam;) Odpowiadała nam półgębkiem chcąc, abyśmy jak najszybciej dali jej spokój. A w międzyczasie nasz synek spacerował sobie w pobliżu i jednocześnie studiował menu wypisane na tablicy przed lokalem. Tak się zaczytał, że w pewnym momencie z wielkim hukiem wszedł w słup:) My w śmiech (nie jesteśmy wyrodnymi rodzicami, tylko po prostu nie było to groźne spotkanie ze slupem:)), parsknęła śmiechem również ta męczona przez nas kelnerka:) Momentalnie jej twarz przybrała zupełnie sympatyczny wyraz. Na wszelki wypadek, aby uniknąć kolejnych przygód, szybko się pożegnaliśmy i poszliśmy oddawać się błogiemu lenistwu - jak to na wakacjach bywa:).
Wieczorem idąc na kolację wybraliśmy tę właśnie restaurację. Patrzymy, a w stronę naszego stolika idzie TA kelnerka! Od razu nas poznała i uśmiechnęła się szeroko, a Krzysiowi doradziła, że mają wspaniały cordon bleu. Naprawdę był dobry, bo moje dziecko jadło, aż mu się uszy trzęsły!
Większość wieczorów spędzaliśmy w tej restauracji. Nasz stolik obsługiwała zawsze ta sama kelnerka, której daliśmy się zapamiętać już na samym początku. Wyglądała na zadowoloną, gdy nas widziała:)
Dziecko zawsze zamawiało cordon bleu.
Po przyjeździe do domu, właśnie to danie zrobiłam jako pierwsze i weszło już na stałe do naszego obiadowego menu. Dla urozmaicenia, raz je robię z kurczaka, a raz ze schabu. Z indyka też by wyszło:) Polecam!

Cordon Bleu ze schabu
4 sztuki

8 cienkich plastrów schabu bez kości
4 plastry ulubionej szynki
4 plastry sera żółtego
1-2 jajka, mąka i bułka tarta do panierki
sól
pieprz

Mięso oczyścić z tłuszczu i cienko rozbić tłuczkiem. Każdy płat mięsa posolić i lekko przyprawić pieprzem.
Na każdy kotlet potrzebujemy 2 płaty mięsa. Na jednym płacie kładziemy szynkę, na szynce ser i przykrywamy drugim płatem. Panierujemy w mące, rozbełtanym jajku i bułce tartej.
Smażymy na tłuszczu po około 4 minuty z każdej strony, aż panierka ładnie się zarumieni.
Nie można smażyć na mocnym ogniu, ponieważ mięso będzie przypalone z zewnątrz i surowe w środku.
Moc palnika powinna być średnia.
W taki sam sposób przyrządzamy cordon bleu z kurczaka i z indyka.


piątek, 2 stycznia 2015

Ciasto z jagodami i kruszonką


Ciasto z jagodami.
Jak miło jest zjeść coś takiego w środku zimy i na dodatek zacząć od tego rok!
Teraz, na początku stycznia, jagody używamy mrożone i nie rozmrażamy ich przed dodaniem do ciasta. Ale latem tylko świeże :)
Przepis na to ciasto jest bardzo uniwersalny. Przerabiany już był przeze mnie na ciasto z najróżniejszymi owocami, bakaliami, babkę marmurkową w formie z kominkiem i na zwykłą babkę do herbaty w keksówce.


Ciasto z jagodami i kruszonką
blacha około 24 x 35 cm

20 dkg cukru
20 dkg bardzo miękkiego masła
6 jajek (osobno żółtka i ubite białka)
20 dkg mąki krupczatki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
¾ szkl. leśnych jagód (świeżych lub mrożonych)

Kruszonka:
50 g masła
0,5 szkl. cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
¾ szkl. mąki

Ciasto:
Piekarnik nagrzać do 175°C.
Formę wysmarować masłem i wysypać mąką (lub wyłożyć papierem do pieczenia).
Ucierać żółtka z cukrem przez około 10 minut, później dodawać po kawałku masło i ucierać aż masa będzie gładka. Mąkę z proszkiem do pieczenia partiami wsypywać do masy i ucierać na najmniejszych obrotach miksera tylko do połączenia się składników. Na koniec ubić pianę z białek i łyżką wmieszać do ciasta ubite białka. Wlać ciasto do formy, posypać po wierzchu jagodami (jeśli używamy mrożonych, nie trzeba ich rozmrażać), posypać kruszonką i włożyć do gorącego piekarnika. Piec 45 - 50 min.

Kruszonka:

Masło z cukrem posiekać nożem, dodać mąkę i rozetrzeć palcami aż powstaną okruchy.