Posadzone i zjedzone

wtorek, 30 grudnia 2014

Na Sylwestra. Francuskie rożki z serem, szynką i ogórkiem kiszonym




Na szybko - błyskawiczna przekąska na imprezę sylwestrową, karnawałową lub niedzielne późne śniadanie. Ciasto francuskie, które ma niekończącą się gamę możliwości sprawdza się w każdej sytuacji. Danie to może przygotować nawet uczeń podstawówki, co osobiście sprawdziłam :)
Nie zapomnijcie dodać ogórka kiszonego! Sprawia on, że rożki nabierają zupełnie innego wymiaru smaku.
Szczerze polecam!

Na Sylwestra. Francuskie rożki z serem, szynką i ogórkiem kiszonym
8 sztuk

1 płat ciasta francuskiego
8 plastrów szynki
8 plastrów sera żółtego
16 plasterków ogórka kiszonego
1jajko z odrobiną wody do posmarowania rożków

Piekarnik nagrzać do 220°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Jajko rozbełtać z łyżką wody.
Ciasto pokroić na 8 części. Na każdej części położyć plaster sera, szynki i dwa plasterki ogórka kiszonego. Tak przygotowane kawałki ciasta składać na pół po przekątnej i dobrze skleić. Każdy rożek nakłuć widelcem w dwóch miejscach. Posmarować jajkiem u góry i włożyć do nagrzanego piekarnika. Piec 10-12 minut.


Resztę jajka szczelnie przykryć folią, włożyć do lodówki i zużyć w przeciągu dwóch dni np. do jajecznicy.




Pączki z kremem budyniowym



Połączyłam tutaj dwa przepisy Doroty – tradycyjne pączki nadziałam kremem budyniowym, który Dorota użyła do nadziania włoskich pączków Bomboloni. Okazuje się, że ilość pączków z jednego przepisu doskonale pasuje do ilości kremu budyniowego z drugiego przepisu. Kremu nie dawałam zbyt dużo i myślę, że dlatego go starczyło. Kto lubi dużo kremu, może zwiększyć ilość składników o połowę.
Pączki udały się wyśmienicie! Szczerze polecam!
Robiłam z połowy porcji i tak podaję przepis. Zmianą było to, że  nie dałam skórki i soku z cytryny do ciasta. Gdybym robiła pączki z dżemem, na pewno dałabym cytrynę. Sposób wykonania - jak w Kuchni Polskiej.
Domową produkcję pączków zaczęłam od kremu:

Pączki z kremem budyniowym
30 sztuk

Krem:
3 żółtka
50 g drobnego cukru
20 g mąki pszennej
225 ml mleka
0,5 łyżeczki pasty z wanilii

Żółtka i cukier utrzeć do białości i puszystości. Dodać 5 łyżek mleka, mąkę, pastę z wanilii i zmiksować.
Resztę mleka zagotować *. Na wrzące mleko wlać masę żółtkową i gotować, mieszając często, jak budyń, do zgęstnienia. Gotowy krem przykryć folią spożywczą, w taki sposób, by folia dotykała kremu i wystudzić.

* ja gotowałam krem w garnku do gotowania mleka (z gwizdkiem, z podwójnym dnem wypełnionym wodą) Od kiedy mam taki garnek, zawsze gotuję w nim budyń i kremy na bazie żółtek i mleka. Nic a nic nie przywiera do dna i się nie przypala.


Ciasto na pączki:
500 g mąki pszennej tortowej
50 g drożdży świeżych (lub 15 g drożdży suchych)
50  cukru
250 ml mleka
4 żółtka
1 jajko
50 g masła rozpuszczonego
0,5 łyżeczki pasty z wanilii
20 ml spirytusu
szczypta soli

Ponadto:
tłuszcz do smażenia (użyłam Plantę i smalec, po dwie kostki z każdego)
kilka łyżek cukru pudru do posypania pączków

Wszystkie składniki muszą być ogrzane do temp. pokojowej. Mleko można trochę podgrzać.
Zrobić rozczyn z drożdży roztartych z łyżką cukru (jeśli używamy świeżych)*, 2 łyżkami mąki i pół szklanki mleka, pozostawić do wyrośnięcia. Mąkę przesiać. Utrzeć żółtka z cukrem do białości, Dodać je do mąki, dodać też do mąki  wyrośnięty rozczyn, wanilię, resztę mleka, szczyptę soli i spirytus. Wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i lśniące, a na powierzchni ukażą się pęcherzyki powietrza. Dodać roztopiony tłuszcz, jeszcze chwilę wyrobić. Uformować kulę i zostawić w ciepłym miejscu na 15 minut, gdy zacznie rosnąć - lekko wyrobić, nie wyciągając z miski. Zostawić do wyrośnięcia na następne 20-30 minut.
Ciasto rozwałkować na grubość 1,5 cm i wycinać kółka szklanką o średnicy około 7 cm. Krążki odłożyć na stolnicę oprószoną mąką. Nakryć serwetką i pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około 30 minut.
Smażyć w głębokim tłuszczu (temp. 180°C) po obu stronach, na złoty kolor. Wyjąć, osączyć na bibule i gorące (ale bez przesady, żeby się nie poparzyć) nadziać kremem. Użyć szprycy do dekoracji tortów, z długą końcówką.
Posypać cukrem pudrem.

* suche wystarczy wymieszać z mąką








niedziela, 28 grudnia 2014

Placuszki piernikowe z pomarańczą


W tym roku czas świąteczno-noworoczny jest wyjątkowo obfity w wolne dni. Bez większego problemu możemy sobie pozwolić na późniejsze, niespieszne śniadanie, zjedzone w towarzystwie wszystkich domowników, a nie na raty, jak to zwykle bywa podczas pracowitych tygodni. Na takie śniadanie polecam placuszki piernikowe. Z pomarańczą i pokruszonymi pierniczkami. Są pyszne i nietuzinkowe.
Jako, że czas mamy okołoświąteczny, wszystkie składniki z pewnością znajdą się w każdym domu :)

Placuszki piernikowe z pomarańczą
35-40 szt.

1,5 szkl mleka
5 pierniczków, lub nieduża kromka piernika
skórka starta z połowy pomarańczy
pół pomarańczy
¾ łyżeczki przyprawy do piernika
2 łyżki oleju
1 łyżka miodu
2 jajka
¼ łyżeczki soli
1,5 szkl. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Pierniczki rozdrobnić malakserem lub blenderem.
Zetrzeć skórkę z wyszorowanej pomarańczy. Pomarańczę obrać, podzielić na segmenty, z których zdjąć błonkę i połowę cząstek wrzucić do pierniczków. Dolać mleko i przyprawę do piernika. Wszystko zmiksować na gładką masę.
Dodać resztę składników i zmiksować tylko do połączenia się składników.
Smażyć na odrobinie oleju na złoty kolor z obu stron.

Podawać posypane cukrem pudrem, lub polane kwaśną śmietaną i posypane cukrem. Pyszne są też z miodem. 



sobota, 27 grudnia 2014

Mini ogródek na balkonie - planujemy przyszły sezon


W czasie między świętami a Nowym Rokiem wiele osób bierze sobie urlop i ma więcej czasu dla rodziny, a także dla siebie, co jest równie ważne :)
Może więc ten krótki czas wykorzystać na zaplanowanie mini ogródka na balkonie? Pokażę Wam ogródek, który zrobił dla mnie mąż kilka lat temu. 



Jednym z założeń było to, aby donica powstała z recyklingu. Po przekopaniu garażu i komórki zebrało się tyle materiałów, że starczyło na ogródek jaki sobie wymarzyłam.
Donicę wyłożyłam workami, w których zrobiłam kilka otworów odprowadzających wodę, przymocowałam je pinezkami do ścianek i do środka wsypałam dobrą ziemię ogrodniczą. Niczym jej nie nawoziłam. Dymki, rzodkiewek i sałaty nie nawoziłam wcale przez cały sezon. Fasolkę i pomidory nawoziłam nawozem z dżdżownic raz na dwa tygodnie.
Jak widać na zdjęciu, donica zajmuje całą krawędź balkonu. Wystawa południowo-zachodnia. Ale nawet takie położenie względem stron świata nie gwarantuje słońca non stop. Przez jakiś czas w ciągu dnia ogródek jest zacieniony. Bo barierka, bo ściana ... Wszystko więc dojrzewa później niż w ogrodach „naziemnych”, ale dojrzewa!





Pięknie udały się buraczki, z których pamiętam, że przygotowałam chłodnik. Sałata liściasta - dwa rodzaje - zielona i czerwona, wysiewana stopniowo co kilkanaście dni, starczyła nam do jesieni. Fasolka udała się równie dobrze, jak też dymka. Były też rzodkiewki i pomidorki koktajlowe.
Porażką okazał się za to groszek. Taki jakiś cherlawy był. To samo tyczy się marchewki - to nie był trafiony pomysł.


Na drugim końcu balonu, gdzie jest mniej słońca posiałam szpinak, który toleruje lekki cień, a przy drzwiach balkonowych stoi już od kilku lat donica z ziołami.
Wszystko ładnie rośnie, wymaga tylko podlewania, nawożenia, a nawet pielenia!
Tak więc zapraszam w skromne progi mojego ogródka na filiżankę herbatki, kawki lub lampkę wina:)






środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!


Zdrowych, spokojnych, rodzinnych Świąt życzę wszystkim moim czytelnikom!
Muszę jeszcze przygotować mak do klusek z makiem, zagonić moją bandę do ubierania choinki i wyjeżdżamy na Wigilię :)))
Pozdrawiam serdecznie!
Kasiac

sobota, 20 grudnia 2014

Świąteczne babeczki o zapachu migdałów z kandyzowaną skórką pomarańczową


Świeże gałązki świerku, domowa kandyzowana skórka pomarańczowa i suszone grzyby, to aromaty świąt Bożego Narodzenia. Jest ich dużo, dużo więcej, lecz mnie właśnie te najbardziej kojarzą się ze świętami. Choć skórkę pomarańczową używam też w czasie Wielkanocy, to utożsamiam ją z zimowymi świętami i z żadnymi innymi.
Jest jeszcze jeden zapach Bożego Narodzenia – migdały. Muszę tutaj dodać, że wolę ich zapach niż smak. Zwykle do ciast dodaję orzechy zamiast migdałów. Ale jeśli chodzi o zapach … to już zupełnie inna sprawa!
Dwa świąteczne zapachy – skórkę pomarańczową kandyzowaną oraz naturalny ekstrakt migdałowy połączyłam w babeczkach. Wyszły bardzo aromatyczne! Zapach migdałowy doskonale podkreśla kandyzowaną skórkę pomarańczową. Tu nie potrzeba różnorodności bakalii, minimalizm sprawdził się doskonale.

Świąteczne babeczki o zapachu migdałów z kandyzowaną skórką pomarańczową
lekko zmodyfikowany przepis Nigelli
12 szt.

125 g miękkiego masła
125 g cukru
2 jajka
3  łyżki mleka
1 łyżeczka ekstraktu migdałowego
1 kopiasta łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej (domowej lub ewentualnie kupnej)
125 g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/8 łyżeczki soli

Piekarnik nagrzać do 190°C.
Przesiać do miski mąkę, proszek i sól. Odstawić.
W drugiej misce utrzeć do białości masło z cukrem, a następnie dodać po jednym jajku, mleko i dobrze zmiksować. Wlać ekstrakt migdałowy, wsypać skórkę pomarańczową i wymieszać.
Wsypać mąkę i lekko zmiksować na małych obrotach, tylko do momentu połączenia się składników.
Formę do muffinów wyłożyć papilotkami i rozłożyć do nich ciasto.
Piec 15-20 minut. Studzić na kratce.




piątek, 19 grudnia 2014

Orzechowiec


Dzisiejszy przepis pochodzi (jak większość moich przepisów świątecznych) z archiwów rodzinnych i jak to bywa przy innych ciastach, jestem przedstawicielką czwartego (co najmniej!, bo nie udało nam się dotrzeć do źródeł przepisów) pokolenia, piekącą ten orzechowiec. Jego zapach znam od zawsze - poznałam go mając kilka miesięcy i przez tyle lat zawsze zachwyca mnie tak samo i uspokaja, daje mi poczucie bezpieczeństwa. W okresie świątecznym zawsze muszę go upiec. To orzechowiec - symbol.  Jest dla mnie niezbędny prawie jak opłatek na wigilijnym stole i żywa choinka z bombkami i lampkami.

Orzechowiec
Ciasto
3 dkg drożdży
3 łyżki cukru
3 łyżki mleka
3 żółtka
20 dkg masła
25 dkg mąki

Masa
20 dkg orzechów włoskich zmielonych
18 dkg cukru
1 paczka cukru waniliowego
3 białka

Drożdże rozetrzeć z cukrem i mlekiem i odstawić. Masło posiekać z żółtkami i mąką, zrobić dołek, wlać do niego drożdże i szybko zagnieść ciasto. Można też wszystko wrzucić do miski miksera i zagnieść mikserem (tak ja robię). Schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.
Składniki masy łyżką zmieszać w misce.
Ciasto rozwałkować na prostokąt długości foremki keksówki i  grubości 5 mm i rozsmarować masę orzechową zostawiając nie posmarowane krawędzie szer. 1,5 cm. Zwinąć w rulon i włożyć łączeniem w dół do foremki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Mnie, jak widać, się pomyliło i włożyłam łączeniem do góry :) Posmarować rozmąconym jajkiem i piec około 40 min w temp. 180°C. Po wyjęciu można posypać cukrem pudrem.
Przykryć ściereczką, żeby nie wysechł i kroić na drugi dzień lub nawet trzeci, ponieważ wcześniej orzechowiec się kruszy.



czwartek, 18 grudnia 2014

Świąteczny pasztet


U nas w domu na każde święta obowiązkowo musi być pasztet. Czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc. Taki tradycyjny mięsny pasztet robię tylko wtedy, bo lubię mieć takie wyjątkowe potrawy jedzone tylko od święta.
Pasztet z tego przepisu wychodzi delikatny, wilgotny i nie zdominowany wątróbką. Taki jak lubimy najbardziej. Smak z gotowanego mięsa na pasztet przelałam do trzech pojemników i zamroziłam. Mam bazę na trzy zupy!

 Świąteczny pasztet
1 długa keksówka i1 krótka keksówka

300 g wołowiny zrazowej
300 g schabu
300 g cielęciny
300 g szynki wieprzowej
300 g karkówki wieprzowej
300 g piersi z kurczaka
woda do zalania mięsa
cały pęczek włoszczyzny (do pasztetu daję 1 marchewkę z ugotowanej włoszczyzny z rosołu)
2 listki laurowe
4 kulki ziela angielskiego

200 g wątróbki drobiowej
1 cebula
300 g słoniny
1 bułka namoczona w rosole
2 jajka
sól
pieprz

Mięso (oprócz wątróbki i słoniny) podzielić na mniejsze kawałki, oczyścić z kości (jeśli trzeba) i włożyć do dużego garnka. Zalać wodą – jak na rosół – i dodać włoszczyznę, liście laurowe i ziele angielskie. Gotować do miękkości mięsa. Wywar przecedzić. Powstały bogaty w smaki rosół wykorzystać do zupy.
W czasie jak mięso się gotuje, wątróbkę oczyścić z błon i usmażyć na oleju z dodatkiem cebuli na rumiano.
Ze słoniny odkroić mały pasek i pokroić go na 30-40 słupków wysokości mniej więcej zapałki i szerokości 5 mm. Wykłada się nimi foremkę i wierzch pasztetu, aby nie był suchy.
Pozostałą słoninę pokroić na kawałki mieszczące się w maszynce do mięsa.
Bułkę zalać rosołem w kubeczku lub małym garnuszku.
Gdy mięso przestygnie, zmielić je w maszynce do mielenia mięsa razem ze słoniną, jedną marchewką, wątróbką z cebulką i odsączoną bułką. Powstałą masę zmielić ponownie. (Tak jak domowy mak mielimy dwa razy). Miska, do której mielimy mięso powinna być obszerna, żeby później łatwo było mieszać. Do masy dodać jajka, pieprz i sól. Pieprz i sól dodajemy wg uznania. Trzeba tylko pamiętać o tym, aby przy próbowaniu masa wydawała się trochę za dużo posolona i doprawiona pieprzem. Po upieczeniu te przyprawy łagodnieją i pasztet wychodzi w sam raz. Masę z jajkami i przyprawami najlepiej mieszać ręką. Gdy masa będzie gładka, można przełożyć ją do foremek. Ja wypełniam foremki do połowy wysokości.
Foremki wysmarować tłuszczem (np. olejem) i wysypać bułką tartą. Dno foremek wyłożyć rządkiem paseczków ze słoniny używając połowę ich ilości (druga połowa paseczków pójdzie na górę pasztetu). Masę mięsną podzielić między dwie keksówki, ułożyć paseczki słoniny i włożyć do piekarnika nagrzanego do 180°C. Piec przez 50-60 min. Pasztet będzie zarumieniony i miękki. Po wystudzeniu stężeje. Wystudzić w foremkach. Włożyć do lodówki. Kroić najlepiej na drugi dzień.




wtorek, 16 grudnia 2014

Babeczki z orzechami



Gdy wspominam moją Babcię z południa Polski, czuję zapach orzechów włoskich. Nawet nie muszę zamykać oczu, wydobywać z czeluści pamięci i przywoływać obrazów w skupieniu. Babcia - orzechy. Pierwsze skojarzenie.
Orzechowe babeczki. Bardzo rodzinne. Pieczone razem, jedzone razem. To już pięć pokoleń :)
Gorąco je polecam!

                                                             babeczki wyłożone fasolą 

Babeczki z orzechami
24 szt.

Kruche ciasto
30 dkg mąki krupczatki
20 dkg zimnego masła
4 łyżki drobnego cukru lub cukru pudru
2 żółtka
1 łyżka gęstej, kwaśnej śmietany

Masa:
3 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
10 dkg cukru pudru
10 dkg mielonych orzechów włoskich

Ciasto:
Zagnieść wszystkie składniki w kulę. Zawinąć w folię i włożyć do lodówki na co najmniej 30 min. Foremki do babeczek lub formę do muffinek  wysmarować masłem i wysypać mąką.
Ciasto cienko rozwałkować, wycinać koła i  wylepiać nimi foremki. Wyłożyć folią aluminiową i obciążyć fasolą, aby zachowały kształt. Piec w temp. 200°C przez 10 min. Wyjąć podpieczone babeczki, usunąć fasolę. Zmniejszyć temp. do 175°C. Babeczkowe foremki wypełnić masą orzechową do 3/4 wysokości i zapiec przez około 25 min. Udekorować stopioną czekoladą i orzechami.

Masa:
Jajka ubić z cukrem i wanilią na parze, aż zwiększą objętość, a masa będzie gęsta i puszysta. Wmieszać orzechy. Masę nakładać łyżką do podpieczonych foremek.


Marynowana polędwiczka nadziewana porem


Polędwiczka wieprzowa to jeden z naszych najulubieńszych  kawałków mięsa. Przyrządzam ją często, na różne sposoby.
Dzisiaj pomysł na obiad, który robi się sam w piekarniku, Bez konieczności podsmażania mięsa. Zawinięty w polędwiczkę por pozostaje chrupki i nadaje aromatu całej roladzie. Jeśli lubicie tego typu warzywa, które po obróbce termicznej wciąż są al dente, to na pewno ta polędwiczka Wam posmakuje :)
Do marynaty użyłam sosu teriyaki, który otrzymałam od firmy DeCare. TUTAJ dowiecie się więcej o tym sosie. Ten sos wspaniale sprawdził się jako marynata do mięsa. Latem na pewno upiekłabym na grillu mięso w takiej marynacie, ale teraz musi mi wystarczyć piekarnik.
Sos ma dość słodki smak i głęboki ciemny kolor. Odkryłam też, że świetnie smakuje dolany do rosołu nadając mu orientalny smak i pogłębia jego kolor.
Buteleczka ma bardzo praktyczny i dobrze wyprofilowany otwór, z którego nie kapie po buteleczce. To duża zaleta. Nie lubię pojemników, na których już po pierwszym użyciu robią się ciemne zacieki od ich zawartości.

Marynowana polędwiczka nadziewana porem
2 porcje

Polędwiczka:
1 średniej wielkości polędwiczka wieprzowa
1 por - biała jego część (długości mniej więcej polędwiczki)
1 łyżka tartego żółtego sera
sól, pieprz

Marynata:
3 łyżki sosu teriyaki
1 łyżka octu winnego
2 łyżki oleju
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę

Polędwiczka:
Polędwiczkę oczyścić z błonek, rozkroić na jak najszerszy płat i delikatnie rozbić tłuczkiem. Doprawić solą i pieprzem. Na środku rozłożyć starty ser żółty na kształt cienkiego paska.
Pora oczyścić z piasku, przyciąć na długość płatu polędwiczki i ułożyć na serze. Zawinąć polędwiczkę w rulon. Można obwiązać sznurkiem bawełnianym, lecz nie jest to konieczne.

Marynata:
Sos teryaki, ocet winny, olej i czosnek zmieszać ze sobą w misce. Polędwiczkę zwiniętą z porem w środku obtoczyć w marynacie, miskę przykryć folią spożywczą i odstawić na min. 30 minut w temp. pokojowej.
Piekarnik nagrzać do 200°C, polędwiczkę nasiąkniętą marynatą włożyć do naczynia żaroodpornego i piec bez przykrycia 45 minut.


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Pierogi z kapustą i grzybami


Pierogi z grzybami, to danie, które obok kapusty z grzybami plasuje się u mnie w czołówce dań wigilijnych. Staram się w ciągu całego roku nie robić takich pierogów, aby smakowały naprawdę odświętnie w ten jeden wieczór w roku. Chociaż to danie naprawdę jest pyszne, przez to, że jemy je tylko raz do roku, wydaje się, jakby smakowało jeszcze lepiej.
A w pierwszy dzień Świąt podsmażam na patelni te pierogi, które zostały z wigilii i wtedy dopiero jest uczta! Zawsze specjalnie robię ich dużo, żeby mieć pewność, że zostaną i będzie co odsmażać :)
Farsz najlepiej ugotować dzień wcześniej, ponieważ powinien być zimny w momencie robienia pierogów.
Pierogi bardzo dobrze się mrożą. Można je przygotować na kilka dni, lub nawet dwa tygodnie przed wigilią i surowe zamrozić. Aby się nie posklejały, trzeba je zamrozić na tacy w jednej warstwie przesypując mąką. Gdy się już dobrze zamrożą, przesypać je do woreczka. Gotować zamrożone.

Pierogi z kapustą i grzybami
około 100 szt.*

Ciasto:
550 g mąki pszennej
1 łyżka oleju
1 jajko
250 ml + kilka łyżek letniej wody
szczypta soli

Z podanych składników zagnieść gładkie ciasto. Wlać na początek 250 ml wody i ewentualnie później dolać, jeśli trzeba będzie. Ciasto wyrabiać około 10 minut. Musi być gładkie i elastyczne. Wyrobione ciasto włożyć do miski, przykryć i odstawić na 15 minut, aby odpoczęło.
Ciasto podzielić na pół lub na trzy części, posypać blat mąką i rozwałkować dość cienko. Wykrawać krążki szklanką. Kłaść 1 łyżeczkę farszu uważając, aby kapusta nie zakryła krawędzi kółek i zlepiać pierogi. Gotować partiami w lekko osolonej wodzie 2-3 minuty od wypłynięcia.

Farsz
800 g kapusty kiszonej** + 1szkl. wody
1 cebula
5 łyżek oleju
5 dag suszonych grzybów + 250 ml wody do ich ugotowania
sól, pieprz

Grzyby włożyć do garnka, zalać wodą i zostawić na 1 godzinę. W tej samej wodzie wstawić na gaz i gotować  na małym ogniu 20 min. Odcedzić, zachować wywar.
Cebulę drobno posiekać. Do garnka wlać olej i zeszklić cebulę.
Kapustę posiekać i wrzucić do cebuli. Wlać 1szkl. wody. Gotować 30 minut na małym ogniu mieszając od czasu do czasu.
W tym czasie drobno pokroić grzyby. Dorzucić je do kapusty po 30 minutach, wlać wywar z grzybów i gotować kolejne 30 minut. Gdy kapusta zmięknie, doprawić solą i pieprzem.

*100 sztuk, to liczba pierogów, która mi wychodzi z tej proporcji ciasta. Ja wałkuję dość cienko i wykrawam typową szklanką. Tak naprawdę ilość pierogów zależy od tego jak cienko rozwałkujemy ciasto o jakie duże kółka będziemy wycinać.

** jeśli kapusta jest bardzo kwaśna, można ją pokroić, zalać 1szkl. wody i zagotować. Następnie przecedzić przez durszlak i tak przygotowaną kapustę dopiero wrzucić do garnka z zeszkloną cebulą.



niedziela, 14 grudnia 2014

Tarta z gruszkami i kremem śmietankowym


Moja urodzinowa tarta :)
Kolejna niedziela spędzona w gronie najbliższej rodziny w liczbie 12 osób :)
Tym razem świętowaliśmy moje urodziny. Od czasu jak sama wyprawiam swoje urodziny na swoich włościach, nigdy nie piekę sobie tortu.
Gdy w przeszłości, jeszcze za panieńskich czasów, mieszkając z rodzicami, tort był zawsze. A teraz, tak jakoś wychodzi, że nie ma tortu. Winny jest chyba natłok imprez rodzinnych jaki przeżywamy w końcu roku i tort zwyczajnie nie jest potrzebny. Tym bardziej, że Święta za pasem i wtedy wiem, że będzie tort :) Tradycyjnie makowy lub orzechowy, jak co roku.
Ja na swoje urodziny przygotowuję swoje ulubione ciasta. W tym roku była to między innymi tarta z gruszkami i kremem śmietankowym, który smakuje jak najlepszy na świecie krem bawarski lub ekskluzywny krem budyniowy. Całość jest elegancka, lekka i pyszna!
Krem znalazłam u Agnieszki z Kuchni nad Atlantykiem.
Zapraszam na urodzinową tartę!


Tarta z gruszkami i kremem śmietankowym
okrągła forma do tart 25 cm

kruche ciasto:
150 g mąki
100 g zimnego masła
2 łyżki cukru pudru
1 żółtko

Gruszki:
3 gruszki
1 łyżka masła
1 kopiasta łyżka cukru

Krem:
2 żółtka
60g cukru
1 op. cukru waniliowego
250ml śmietanki kremówki
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Ciasto:
Składniki kruchego ciasta zagnieść w kulę i włożyć do lodówki na 30 minut, aby się schłodziło. W tym czasie przygotowujemy gruszki.
Schłodzone ciasto cienko rozwałkować i wyłożyć nim dno i brzegi formy i podpiec w temp. 190°C przez 12 minut. Aby brzegi ciasta nie opadły podczas pieczenia, formę z surowym ciastem wykładamy folią aluminiową i wysypujemy po brzegi fasolą. Gdy brzegi zaczynają się złocić, wyjmujemy ciasto z piekarnika, folię łapiemy za 4 rogi i usuwamy fasolę. Formę z ciastem wkładamy powrotem do piekarnika na 1-2 minuty, aby dopiec spód.
W czasie, gdy ciasto się piecze, przygotowujemy krem.
Na upieczonym kruchym cieście (nie trzeba go studzić) rozłożyć promieniście maślane gruszki. Całość zalać kremem śmietankowym i włożyć ponownie do piekarnika nastawionego na 175°C. Piec 50 minut.  Dokładnie wystudzić przed krojeniem na porcje.

Gruszki:
Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić każdą na 8 części. Na patelni rozpuścić masło, wsypać cukier i wmieszać go w masło. Wrzucić gruszki i smażyć przez 3-5 minut często je obracając, aby się całe pokryły maślaną glazurą.

Krem:
Zmiksować żółtka z cukrami na puszysty krem, dodać kremówkę oraz mąkę ziemniaczaną i jeszcze chwilę miksować. Zalać kremem owoce w tortownicy.






sobota, 13 grudnia 2014

Ciasto na łazanki


Na wigilijnej kolacji u nas w domu zawsze są kluski z makiem. Jemy je na samym końcu, ponieważ danie to traktujemy jak deser. Do tej pory kluski robiliśmy z przepisu na ciasto pierogowe, przy okazji przygotowywania pierogów z kapustą i grzybami. Mąka, woda i trochę soli. Część ciasta szła na pierogi, a część (znacznie mniejsza) na kluski z makiem. Ciasto rozwałkowywało się cieniutko i kroiło na małe kwadraciki. Po ugotowaniu mieszało ze słodką, bakaliową masą makową.

Przeglądając stare czasopisma kulinarne, natknęłam się na grudniowe wydanie Soli i Pieprzu z roku 2000. Na stronie poświęconej jadalnym prezentom dla naszych Najbliższych,  znalazłam przepis na makaron w kształcie gwiazdek.  Gwiazdki z cienko rozwałkowanego ciasta makaronowego wycinany foremkami do ciasteczek, a następnie suszymy na papierze do pieczenia przez dwa dni. Wkładamy do ozdobnych, przezroczystych woreczków i przewiązujemy wstążeczką.
Ja nie wycinałam gwiazdek, tylko pokroiłam radełkiem do faworków na małe kwadraciki i ususzyłam.
Szczelnie zamknięte w puszce czekają sobie teraz na wigilię, aby je podać ze słodkim od miodu makiem.
Polecam wszystkim ten przepis na tegoroczną wigilię. Można go użyć na kilka sposobów: tak jak w gazecie - jako prezent, lub przygotować kluski z makiem albo łazanki z kapustą i grzybami.

Ciasto na łazanki
300 g mąki
3 jajka
2 łyżki oleju
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżeczka kurkumy (ja pominęłam)

Ze wszystkich składników zagnieść gładkie ciasto, przykryć folią spożywczą i odstawić na 30 min. Odrywać porcje ciasta, rozwałkować cienko na posypanym mąką blacie i pokroić w dowolne kształty. Suszyć na papierze do pieczenia przez dwa dni. Po tym czasie przesypać do puszki i szczelnie zamknąć.
Makaron gotuje się tradycyjnie - przez wsypanie odpowiedniej jego ilości do lekko osolonego wrzątku. Gotujemy około 10 minut. Czas gotowania zależy od tego jak cienko ciasto zostało rozwałkowane i od naszych preferencji co do stopnia al dente :)





Barszcz wigilijny


U mnie tradycyjnie zawsze na kolacji wigilijnej jest barszcz. Nigdy nie jadłam innej zupy. Choć Wigilia w naszej rodzinie co roku wypada u kogoś innego w domu, tak się składa, że wszyscy gotują barszczyk :) Jednak każdy troszeczkę inaczej.
Taki barszcz, jak ten, który tu widzicie, przygotowuję na Wigilię ja. Jest najprostszy z możliwych. Nie ma tu kwasu buraczanego, więc nie trzeba się trudzić, by go przygotować na jakiś czas przed świętami. Barszcz zawiera wywar z grzybów suszonych, który nadaje mu TEN smak. Grzybów na wywar gotuję tyle, żeby później starczyło ich na uszka. Tak więc ten postny wigilijny barszczyk zawsze idzie w parze z uszkami:)

 Barszcz wigilijny

2,5 litra wody
1 kg buraków
100 g suszonych grzybów
2 marchewki
1 pietruszka
ćwierć (lub połówka, jeśli jest mniejszy) selera
por (biała część)
3 kulki ziela angielskiego
2 listki laurowe
sok z pół cytryny
sól, szczypta cukru do smaku

Przygotować dwa garnki. Jeden większy na zupę, a mniejszy na grzyby.
Grzyby w całości zalać 2 szklankami wrzątku i gotować 20 minut na małym ogniu*. Odstawić.
Wywar zachować do barszczu, a grzyby użyć jako farszu do uszek**.
Do garnka na zupę wlać wodę, włożyć obrane i pokrojone na mniejsze części warzywa, ziele angielskie i listek laurowy. Zagotować. Gotować na małym ogniu około godziny. Przecedzić, dodać łyżkę soku z cytryny. Wywar z buraków połączyć z wywarem z grzybów i doprawić solą, jak trzeba to dodać jeszcze soku z cytryny i odrobinę cukru.

* grzyby można zalać wodą dzień wcześniej wieczorem i zostawić na noc, a w dniu gotowania barszczu ugotować je w tej samej wodzie, w której się moczyły. Czas gotowania – 20 minut.

** na 100 g suszonych grzybów do uszek potrzebna jest jedna średnia cebula drobno pokrojona i przysmażona na maśle, sól i pieprz do smaku. Ugotowane, pozbawione wywaru grzyby bardzo drobno kroimy i mieszamy z cebulą i przyprawami. 

piątek, 12 grudnia 2014

Wigilijna kapusta z grzybami


Ku mojej wielkiej radości, mieszkam obok warzywniaka, gdzie od lat kupuję niezmiennie wspaniałą kapustę kiszoną. Choć ciągle widzę kogoś nowego za ladą, kapusta pozostaje taka sama. Nie za kwaśna, nie za słona, w sam raz. A z takiej kapusty – nie ma innej możliwości – musi wyjść pyszna wigilijna kapusta z grzybami. Bo kapusta mili Państwo, to gwóźdź programu w tym daniu!!!
Dobra kapusta, to gwarancja sukcesu. Jeszcze tylko suszone grzybki i można gotować. Najlepiej na dzień przed Wigilią, aby wszystko dobrze się przegryzło.
Ta kapusta jest w ścisłej czołówce moich najukochańszych dań wigilijnych. Zawsze, gdy ją gotuję, mam poparzony język, od próbowania, czy aby na pewno jest dobra, czy już jest miękka i czy nie trzeba doprawić :) Już przed Wigilią, mogę się założyć, że z tego próbowania, to mam zjedzoną wielką michę kapusty!
Przedstawiam Wam dzisiaj swoją wersję, z dużą ilością suszonych grzybków. Mam nadzieję, że Wam posmakuje tak samo jak mnie :)

Wigilijna kapusta z grzybami
porcja na 8 osób

1 kg kapusty kiszonej* + 1,5 szkl. wody
1 cebula
5 łyżek oleju (to cały tłuszcz, jaki używamy)
8 dag suszonych grzybów + 300 ml wody do ich ugotowania
sól, pieprz

Grzyby włożyć do garnka, zalać wodą i zostawić na 1 godzinę. W tej samej wodzie wstawić na gaz i gotować  na małym ogniu 20 min. Odcedzić, zachować wywar.
Cebulę drobno posiekać. Do garnka wlać olej i zeszklić cebulę.
Kapustę posiekać i wrzucić do cebuli. Wlać 1,5 szkl. wody. Gotować 30 minut na małym ogniu mieszając od czasu do czasu.
W tym czasie drobno pokroić grzyby. Dorzucić je do kapusty po 30 minutach, wlać wywar z grzybów i gotować kolejne 30 minut. Gdyby kapusta wydawała się zbyt sucha, można dolać jeszcze ćwierć szklanki wody. Gdy kapusta zmięknie, doprawić solą i pieprzem.

* jeśli kapusta jest bardzo kwaśna, można ją pokroić, zalać 1,5 szkl. wody i zagotować. Następnie przecedzić przez durszlak i tak przygotowaną kapustę dopiero wrzucić do garnka z zeszkloną cebulą.




Bułka mleczna bez jajek


Kiedy mieszkałam na zielonej, sielskiej angielskiej wsi, z okna na poddaszu widziałam stada krów i owiec. Życie płynęło pracowicie, choć spokojnie. Całe dnie wdychania świeżego powietrza, warzywa prosto z ogrodu, świeże mleko i jajka...
Od czasu do czasu jeździłam zwiedzać okoliczne miasta, miasteczka i ogrody na południu Anglii. Pewnego dnia musiałam pojechać do Londynu, do czytelni Princess College zebrać materiały do kolejnego projektu. Wstałam o 4 rano, zeszłam w dół ulicą na stację i pojechałam pociągiem do Londynu. Zjadłam śniadanie na mieście, poszłam piechotą do czytelni i ciężko pracowałam, jak mrówka. Robiłam notatki, kserowałam, wertowałam książki i tak w kółko przez cały dzień, z przerwą na lunch i spacer po parku. Pod koniec dnia okropnie rozbolała mnie głowa. Wracając pociągiem do domu ból nasilał się jeszcze bardziej. Tak reagował mój organizm nie przyzwyczajony do spalin i hałasu wielkiego miasta. Po wyjściu z pociągu od razu skierowałam się na herbatę do jedynego pubu jaki mieliśmy we wsi. Musiałam wyglądać na bardzo sfatygowaną, bo znajomy barman i jednocześnie właściciel, tylko na mnie popatrzył  i zniknął na zapleczu. Po chwili przyszedł z podgrzanym talerzem, a na nim była wielka, ciepła, chrupiąca bułka z … frytkami! Gorące frytki rozpuściły masło, którym była posmarowana bułka. To było przepyszne! Kojące jedzenie dodające sił i poprawiające nastrój, jakie pamięta się z babcinego domu. Nigdy przedtem, ani nigdy potem czegoś takiego nie jadłam.

Bułki z frytkami nie robiłam w domu, lecz same bułki - owszem, tak! Jestem w tej komfortowej sytuacji, że pracuję w domu i w każdej chwili mogę pójść do kuchni i zagnieść ciasto na chleb czy właśnie bułki. Dzisiejsze bochenki, to prosty drożdżowy wypiek. Pasują do wszystkiego, do wędliny jak i do dżemu. Użyłam do ich wypieku mąki, którą mąż kupuje mi bezpośrednio w młynie w Oliwie.
Polecam!

Bułka mleczna bez jajek
2 bochenki

750 g mąki (najlepiej wrocławskiej)
45 g drożdży
1 łyżeczka cukru
około 375 ml mleka
1 i 3/4 łyżeczki soli


Drożdże włożyć do miski, rozetrzeć z cukrem, dodać 1 łyżkę mąki i 0,5 szkl. mleka. Wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce. Kiedy zaczyn ruszy (urośnie) dodać resztę składników. Wymieszać łyżką składniki w misce. Posolić ciasto. Wyłożyć na blat i zagnieść gładkie, sprężyste ciasto. Starać się nie dosypywać mąki. Gotowe ciasto łatwo odchodzi od ręki i jest sprężyste, czyli po naciśnięciu palcem, „dołek” wyprostowuje się.
Ciasto uformować w kulę i włożyć do wysypanej mąką miski na 1,5 godziny. W połowie wyrastania ciasto wyjąć i złożyć jak list urzędowy i włożyć z powrotem do miski.
Wyrośnięte ciasto podzielić na pół i z każdej uformować bochenek.
Ułożyć na dużej blasze z piekarnika (na papierze do pieczenia), przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut, aby bochenki urosły. Przed samym włożeniem ich do piekarnika można je dekoracyjnie naciąć.
W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200°C.
Blachę z bochenkami włożyć do piekarnika i piec 15 minut, później zmniejszyć temperaturę do 180°C i piec jeszcze około 10 minut lub do momentu kiedy się ładnie zrumienią.
Studzić na metalowej kratce.

* Dla posiadaczy maszyny do chleba - włożyć do pojemnika drożdże rozrobione w cukrze i rozpuszczone w mleku (nie muszą rosnąć), dodać resztę składników i nastawić maszynę na program dough (program do wyrastania bez pieczenia - u mnie trwa 1,5 godziny).
Po wyrośnięciu uformować dwa bochenki i dalej postępować jak w przypadku ręcznego wyrabiania.



czwartek, 11 grudnia 2014

Nugat orzechowy


Nugatu jeszcze w tym roku nie robiliśmy, ale podam przepis już dzisiaj ze zdjęciem sprzed kilku lat. Może się komuś przyda?
Na nugat zawsze czekam z ogromną niecierpliwością. Pojawia się tylko raz do roku, na Święta Bożego Narodzenia. Jest w nim coś, co sprawia, że te rodzinne święta stają się jeszcze bardziej rodzinne.
Nugat jest u nas od kilkudziesięciu lat lub inaczej mówiąc od co najmniej czterech pokoleń. Niestety nie wiemy skąd prababcia miała przepis.  Zdaje się, że pochodzi ze staruteńkiej, bardzo pożółkłej książki kucharskiej, ale może było jakieś przedwojenne jej wydanie?
Stawiając ten nugat na stole, czujemy duchową obecność prababci i babci, które kiedyś tak samo jak my teraz kroiły orzechy, gotowały syrop z cukru, ubijały pianę, a później zachwycały się tym samym, wyjątkowym smakiem domowego nugatu.
Polecam wszystkim wypróbowanie tego nugatu. Jest bardzo słodki, lecz tak pyszny, że mimo ogromnej ilości kalorii jestem w stanie zjeść każdą jego ilość. W naszej kuchni wypracowaliśmy sobie system, gdzie w robienie tego deseru zaangażowane są dwie osoby. W sposobie wykonania uwzględnię ten „podział na role”.

Nugat orzechowy

50 dkg cukru
1 szkl wody
1 łyżka octu
20 dkg łagodnego miodu (lejący, ale niezbyt rzadki)
wanilia
6 białek
45 dkg orzechów włoskich
4 wafle andruty

Orzechy posiekać na kawałki (najlepiej na plasterki).
W garnku zagotować wodę, dodać cukier i ocet i ugotować syrop mieszając ciągle (konsystencja syropu: spuszczona z łyżki kropla syropu ma się ciągnąć jak nitka). Następnie dodać miód i gotować jeszcze trochę aż masa zgęstnieje.
W czasie jak syrop zaczyna gęstnieć, druga osoba ubija pianę z białek. Następnie przekłada ją do garnka (nie miski!) o pojemności ponad 2 litrów.
Teraz jedna osoba gotowy syrop powoli cienkim strumieniem wlewa do piany, podczas gdy druga cały czas miksuje pianę z dolewanym wrzącym syropem. Gdy wszystko zostanie wlane, masę w garnku postawić na parze i cały czas mieszać (my robimy to mikserem), aż masa podniesiona na mieszakach zacznie się odrywać.
Następnie dodać pokrojone orzechy i wanilię i wszystko wymieszać łyżką.

Przygotować wafle. Z czterech wafli powstają dwa oddzielne nugaty przełożone jeden raz masą (na jednym waflu rozsmarować połowę masy i przykryć drugim. Trzeci i czwarty wafel, to części składowe drugiego nugatu). Oba nugaty przycisnąć deseczką i zostawić na parę godzin, aby stwardniały. Pokroić na porcje.


Działkowa brukselka


Na działce już w tym roku nie mamy nic do roboty. Kompost przykryty matą, aby zbytnio się nie wychłodził i nie przemoczył, liście zgrabione, drewniane okiennice w domku założone.
Jedyne, co jeszcze zostało, to brukselka na trzech krzaczkach, która może zostać w ziemi i można zbierać ją całą zimę. Najlepiej poczekać na przymrozki i wtedy zacząć ją ścinać, ponieważ wtedy jest delikatniejsza w smaku, ma mniej goryczki. Ja na razie ścięłam główki z jednego krzaczka. Zjedliśmy ją z bułeczką przyrumienioną na maśle. Pycha! Nie ma nic lepszego niż własne warzywa, które jeszcze godzinę wcześniej rosły na grządce!


W styczniu zaprojektuję zagony warzywne i zacznę zamawiać nasiona. Zrobię też projekt rabaty bylinowej, która teraz wygląda bardzo żałośnie. Jak widać na fotce, mamy trawnik okropnie zryty przez krety. Na razie na rabacie rosną brukselki (jak wiecie, kupiliśmy działkę w środku sezonu i nie było czasu przygotować zagonów warzywnych z prawdziwego zdarzenia :). Jest tam też krzaczek rozchodnika, nachyłki, astry, floksy, anemony, goździki i irysy przywiezione z Anglii.
Dokupię ostróżki, dzielżany, rudbekie, lwie paszcze i nie wiem co jeszcze :) 


W styczniu-lutym podzielę się pomysłami na ogród warzywny i rabatę bylinową, a na razie zmykam do gotowania i pieczenia :)

A czy wiecie, że zimą, podczas ciemnych miesięcy i krótkich dni, można też hodować rzeżuchę? Wystarczy parapet :)
Tutaj - w towarzystwie domowego chleba na zakwasie i domowego pasztetu z zielonego groszku i fasoli.


wtorek, 9 grudnia 2014

Świąteczny makowiec


Gdy byłam dzieckiem, nie lubiłam makowca. Właściwie, to mógłby nie istnieć. Zawsze, gdy tylko miałam wybór, wybierałam orzechowiec i keks. Ale z wiekiem coraz bardziej zaczynałam się przekonywać do makowca, aż doszłam do momentu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że czekam z niecierpliwością na makowiec cały rok. Tak, jak na nugat :)
Ten makowiec, który Wam tutaj pokazuję, to mój ulubiony makowiec. Po kilku mniej lub bardziej udanych próbach upieczenia makowca doszłam wreszcie do proporcji dostosowanych do mnie i moich umiejętności.
Ciasto bardzo dobrze się wałkuje, a masa makowa jest odpowiednio gęsta za sprawą mielonych orzechów włoskich. Ciasto po rozwałkowaniu smaruję białkiem, co zapobiega przeciekaniu nadzienia i pozwala dobrze skleić krawędzie i brzegi.
Z tego przepisu wychodzą dwa makowce. Zawijam je luźno w papier do pieczenia, kładę jeden obok drugiego w dużej prostokątnej formie i nawet jeśli trochę się rozejdą, to dzięki brzegom foremki da się uzyskać zgrabne makowce. Piekę je zawinięte w papier do pieczenia.
Mogę śmiało powiedzieć – polecam!

Świąteczny makowiec
2 makowce, blacha 37 x 26 cm

Ciasto:
500 g mąki wrocławskiej + kilka łyżek do podsypywania
3 żółtka (i 3 białka - dwa do masy makowej i jedno do posmarowania ciasta przed nałożeniem masy)
40 g drożdży
250 ml mleka
100 g zwykłego cukru
100 g rozpuszczonego, przestudzonego masła
szczypta soli

Masa makowa:
400 g suchego, świeżego maku
100 g mielonych orzechów włoskich
50 g masła
100 g cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
3 łyżki miodu
2 łyżki rodzynek (bakalii można dać oczywiście więcej, ale nie przekraczać 150g)
2 białka ubite na sztywną pianę

Lukier:
1 szkl. cukru pudru
kilka łyżek wrzątku

Ciasto:
Drożdże w garnuszku zasypać łyżką cukru i 2 łyżkami mleka. Przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 10-15 minut.
Mąkę wsypać do miski, dodać szczyptę soli, mleko, żółtka, cukier oraz wyrośnięte drożdże. Za pomocą miksera (choć można też ręcznie) z końcówkami ślimakowymi zagnieść kulę ciasta, która odrywa się od miski, jest gładka i lśniąca. Wlać masło i wmieszać je w ciasto. Miskę przykryć ściereczką i zostawić na około 1,5 godziny do wyrośnięcia.
Po tym czasie podzielić ciasto na dwie równe części. Jedną zostawić w misce, a drugą wyjąć na blat i chwilę wyrobić rękami. Podsypać mąką i rozwałkować dość cienko pamiętając o tym, żeby ciasto miało mniej więcej kształt prostokąta i długość nie większą niż długość blachy, na której będzie pieczone.
Zostawione ostatnie białko lekko ubić i posmarować nim ciasto. Położyć połowę masy makowej zostawiając 2 cm wolnego miejsca na wszystkich krawędziach. Zwinąć ciasto w roladę. Dokładnie skleić bok i oba końce.
Uciąć spory kawałek papieru do pieczenia, podłożyć pod roladę i luźno zwinąć, aby ciasto swobodnie mogło rosnąć. Miejsce sklejenia makowca powinno znajdować się na spodzie. Również koniec papieru musi się znajdować na spodzie makowca. Przenieść na blachę.
To samo zrobić z drugą częścią ciasta.
Blachę z makowcami przykryć ściereczką i zostawić na 40 minut do wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzać do 180°C. Wstawić makowce do gorącego piekarnika i piec 50-55 minut.
Po wyjęciu nie wyjmować z formy i z papieru dopóki nie będą letnie. Później trzeba wyjąć, żeby się nie zaparzyły i luźno przykryć ściereczką.
Polukrować.

Masa makowa:
Mak zalać wrzątkiem i gotować 5 minut. Wystudzić w garnku z wodą, w której się gotował. Następnie odcedzić na gęstym sicie. Zostawić na sicie przez 15 minut. Zmielić w maszynce 3 razy.
W dużym płaskim garnku lub w brytfannie rozpuścić masło, wsypać mak i resztę składników oprócz piany z białek. Mieszając na małym ogniu mocno podgrzać, prawie zagotować. Przestudzić i w tym czasie ubić pianę z białek. Ubitą pianę wyłożyć na masę makową (nie musi być wystudzona zupełnie) i delikatnie wmieszać ją w masę. Całość podzielić na dwie równe części.