Posadzone i zjedzone

wtorek, 30 września 2014

Ciasto drożdżowe z dżemem



Bywały lata, że już w styczniu nie miałam ani jednego słoika z dżemem w swojej spiżarni. Bywały też takie, kiedy w ogóle nie robiłam żadnych przetworów i jakoś za bardzo nie rozumiałam sensu przygotowywania zapasów na zimę. Ale od kiedy jestem mamą, potrzeba robienia dżemów, soków, musów jabłkowych i przecierów pomidorowych na zimę przyszła sama. Automatycznie w pakiecie z dzieckiem :)
W zeszłym roku pobiłam swój rekord przetwarzania jedzenia na zimę. W rezultacie, bez specjalnego oszczędzania owoców mojej pracy, cały czas mam jeszcze dużo pełnych słoików. Zużywam stopniowo musy jabłkowe do jabłeczników, naleśników, a ostatnio także jako dodatek do budyniu waniliowego. Przeciery pomidorowe do zup, sosów i gulaszy. Soki owocowe rozcieńczone z wodą daję synowi do szkoły. A dżemy do kanapek, naleśników, jako dodatek do jogurtu domowego, a także do ciast.
Do dzisiejszego ciasta drożdżowego dałam prawie cały słoik dżemu z truskawek. W miejscach, gdzie nałożyłam łyżeczką dżem, ciasto się lekko zapadło, zatapiając w sobie kruszonkę. W tych miejscach kruszonka jest najpyszniejsza :)


Ciasto drożdżowe z dżemem
blacha prostokątna 31 x 20 cm


30 g świeżych drożdży
1/2 szkl mleka
1/2 szkl cukru
skórka otarta z jednej pomarańczy
400 g mąki pszennej
3 jajka w temp. pokojowej
100 g masła
około ¾ słoika dżemu truskawkowego(wiśniowego, porzeczkowego ...)

Kruszonka:
100 g mąki
100 g cukru
75 g rozpuszczonego masła


Drożdże włożyć do rondelka, zasypać 1 łyżką cukru i rozmieszać, aby zrobiły się płynne. Dolać letnie mleko, wymieszać i odstawić pod przykryciem w ciepłe miejsce, aby urosły. Trwa to od 15 do nawet 30 minut w zależności od temperatury w kuchni.
W czasie jak drożdże rosną rozpuścić masło w rondelku i odstawić do wystudzenia.
Skórkę z pomarańczy rozetrzeć w misce z cukrem, aż powstanie „wilgotny piasek”. Mąkę przesiać i dodać do cukru, dodać jajka i wyrośnięty zaczyn drożdżowy. Masła na razie nie dodawać. Wszystko wyrobić (ja to robię mikserem) na gładką masę. Dodać letnie masło i jeszcze raz wyrobić, aby wszystko dobrze się połączyło. Miskę z ciastem przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do urośnięcia na około1 godz.
Blachę wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto włożyć do formy i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut.
W tym czasie nastawić piekarnik na 170°C i zrobić kruszonkę: roztopić masło, dodać cukier i mąkę i wymieszać, aż składniki zaczną się zlepiać.
Po wyrośnięciu na cieście łyżeczką ułożyć porcje dżemu i całość posypać kruszonką.
Włożyć do gorącego piekarnika i piec 40-45 min.




Zupa grzybowa z leśnych grzybów z makaronem


Od września, jak co roku, nasz rozkład dnia jest bardziej poukładany niż w wakacje.
Gdy walizka poszła na dobre do szafy na kilka miesięcy, poczułam, że przestawiam się na bardziej regularny tryb.
Praca w bardziej regularnych godzinach, bardziej regularne są też posiłki. Po wakacyjnych kanapkach na drugie śniadanie wypchanych serem i zieleniną, sałatkach i koktajlach owocowych zagryzanych bułką, nastał czas zup. Gorących, pożywnych, robionych dzień wcześniej i gotowych do podgrzania w parę minut.
Do gotowania takiej zupy potrzebuję garnka i szybkowara, w którym w 15 minut gotuję wywar z trzech skrzydełek. Jeśli nie posiadamy szybkowara, czas gotowania wywaru to 40 minut.
Nasza pierwsza jesienna zupa, to grzybowa ze świeżych grzybów. Jemy tą zupę  tak jak pieczarkową, z drobnym makaronem - nitki. Makaron gotuję oddzielnie, aby nie zmiękł za bardzo w zupie.


Zupa grzybowa z leśnych grzybów z makaronem

wywar:
3 skrzydełka z kurczaka
2 marchewki
1 pietruszka
pół selera
biała część pora
7 szklanek wody

oraz:
600 g świeżych oczyszczonych leśnych grzybów (podgrzybki, koźlarze, borowiki)
2 cebule
100 ml słodkiej śmietanki 10% tłuszczu
natka pietruszki
sól i pieprz do smaku

W garnku ugotować wywar ze skrzydełek, marchewki, pietruszki, selera, pora i 7 szklanek wody. Trwa to 40 minut. (Jeśli używamy szybkowara - 15 minut)

Grzyby oczyścić i pokroić (wraz w nóżkami) w plasterki (lub półplasterki jak są duże), cebulę pokroić w kostkę.
W drugim garnku rozgrzać 2 łyżki oleju i przesmażyć na nim cebulę. Dodać grzyby, pół łyżeczki soli i dusić 10 minut mieszając. Gdy woda z grzybów odparuje, przecedzić wywar z warzyw i skrzydełek i wlać go do grzybów. Zagotować. Doprawić solą, pieprzem, śmietanką i natką pietruszki.
Osobno ugotować makaron nitki.
Na talerzach rozłożyć odpowiednią ilość makaronu i zalać go zupą. Posypać natką pietruszki.



Syrop z owoców czarnego bzu na przeziębienie


Taki syrop robię już od kilku lat i naprawdę się sprawdza w czasie przeziębień.
Najlepsze rezultaty będą, jeśli zaczniemy go pić w momencie, gdy poczujemy, że zbliża się przeziębienie. Nawet, jeśli mimo wszystko zachorujemy, objawy przeziębienie będą łagodniejsze.
Owoców czarnego bzu nie wolno jeść na surowo, ponieważ zawierają cyjanowodór. Najwięcej go jest w owocach niedojrzałych, jak też w liściach. Należy więc odrzucić wszystkie niedojrzałe kulki bzu i użyć tylko czarnych. Aby zneutralizować działanie cyjanowodoru, trzeba zagotować owoce.
My czarny bez zrywamy w drugiej połowie września, wtedy wszystkie owoce są już wybarwione jak należy.

Owoce czarnego bzu mają zdolność wiązania wolnych rodników, są bakteriobójcze, moczopędne, skracają czas przeziębień, działają przeciwgorączkowo i napotnie, a także oczyszczają organizm z toksyn. Są też uważane jako środek przeciwbólowy.

 Syrop z owoców czarnego bzu na przeziębienie
około 7 słoiczków 200 ml

850 g owoców czarnego bzu (waga po oddzieleniu od gałązek)
300 g wody
500 g cukru

Baldachy z owocami bzu umyć i osuszyć. Dojrzałe owoce bzu (muszą być całkiem czarne) oddzielić od gałązek (bardzo dobrze oddziela się je widelcem wkładając zęby widelca między gałązki i ściągając owoce bezpośrednio do garnka). Zalać wodą i gotować 5 minut od momentu zagotowania na małym ogniu.
Wziąć nowy garnek i przecedzić owoce przez gazę mocno wyciskając sok. Można też użyć plastykowego sitka i zgniatając owoce drewnianą pałką przecedzić jak najwięcej soku. Do przecedzonego soku dosypać cukru i zagotować mieszając aby cukier się rozpuścił.
Gotowy sok przelać do wyparzonych słoiczków (maksymalnie 200 ml objętości) i wynieść do ciemnego, chłodnego pomieszczenia.

Pić zapobiegawczo 1 małą szklankę dziennie (1 łyżeczka syropu zalana 150 ml mocno ciepłej wody) lub w czasie przeziębienia ta sama proporcja 2-3 razy dziennie. Można dodać 1 łyżeczkę soku z cytryny.


poniedziałek, 29 września 2014

Zebra na maśle



Zebra to ciasto popularne w czasach mojego dzieciństwa. Pamiętam, że nigdy za nim nie przepadałam. Przypomniałam sobie o nim niedawno, gdy znalazłam przepis w jednej z moich książek kucharskich. Różnił się trochę od zebry, którą znałam. W tym przepisie tradycyjny olej jest zamieniony ma masło, a ciasto jest puszyste i delikatne. Zupełnie inne w smaku od zebry z mojego dzieciństwa.
Jak w przypadku wszystkich ciast proszkowych, które są jednymi z najtrudniejszych, bo często wychodzi zakalec, składniki muszą mieć temperaturę pokojową, a po dodaniu mąki z proszkiem nie można zbyt długo mieszać ciasta.

Zebra na maśle
przepis: Lauren Chattman z moimi zmianami
tortownica 23 cm

200 g miękkiego masła
1 szkl. cukru
4 jajka
2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
2 szkl. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 szkl. mleka w temp. pokojowej + i łyżka
2 łyżki ciemnego kakao

Tortownicę wysmarować masłem i wysypać mąką. Piekarnik nagrzać do 175°C.
Masło utrzeć z cukrem i jajkami na puszystą masę. Dodać wanilię, zmiksować.
W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem i solą.
Zmniejszyć obroty miksera do minimum i dodawać na zmianę mleko i mąkę. Zacząć i skończyć na mące. Za każdym razem wymieszać tylko do połączenia się składników.
1/3 ciasta odłożyć do innej miski, wsypać 2 łyżki kakao i 1 łyżkę mleka. Wymieszać.
Na dno formy wyłożyć 3 łyżki jasnego ciasta, można lekko rozpłaszczyć je grzbietem łyżki. Na to wyłożyć 2 łyżki ciemnego ciasta i tak na przemian do wyczerpania ciasta.
Ciasto włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 40 minut.




Kluseczki z serka homogenizowanego dla dzieci


Co tu dużo mówić ...
Kluseczki przepyszne i najdelikatniejsze ze wszystkich kluseczek. Robione dla dzieci, ale podjadane przez rodziców :) Oprócz tego mega szybkie do zrobienia.
Można je podać na podwieczorek albo na kolację. Ja czasem je robię wtedy, gdy syn wcześnie kończy lekcje i wraca do domu, a do obiadu zostało jeszcze sporo czasu. Akurat, żeby się czymś posilić przed zabraniem się za pracę domową :)
W tych kluseczkach ważna jest konsystencja ciasta – musi być gęstości bardzo gęstej śmietany. Ciasto na kluseczki nakładamy z miski na łyżeczkę i pomagając sobie drugą łyżeczką kładziemy na wrzątek. Gotujemy dosłownie chwilkę. Ja robię tak, że jak skończę wkładać wszystkie kluseczki do garnka z wrzątkiem, to od razu biorę łyżkę cedzakową i delikatnie wyjmuję je na talerz.
Polewam masełkiem z bułką tartą i posypuję cukrem.
Równie dobre są z samym masełkiem i cukrem, bez bułki tartej, lub nawet tylko z cukrem.
Nasza lokalna gdańska mleczarnia produkuje serki homogenizowane w opakowaniach 250 g i do takiej ilości serka dobrałam resztę składników.

Kluseczki z serka homogenizowanego dla dzieci
1 pełny talerz obiadowy

250 g serka homogenizowanego waniliowego
1 duże jajko
4,5 pełnych płaskich łyżek mąki zwykłej

Serek wymieszać z jajkiem i mąką za pomocą trzepaczki.
W garnku zagotować lekko osoloną wodę. Łyżeczką kłaść na wrzątek kluseczki pomagając sobie drugą łyżeczką.
Gdy włożymy ostatnią kluseczkę, od razu wyjmować łyżką cedzakową kluseczki na talerz.
Podawać ciepłe, polane masełkiem z przyrumienioną bułką tartą i posypane cukrem.
Można też samym masłem i cukrem lub tylko cukrem.




Klopsiki w sosie curry



Teraz, gdy zaczynają się chłodniejsze wieczory, taki posiłek potrafi znakomicie rozgrzać.
Jest to aromatyczne, ale nie pikantne danie znakomite na szybki obiad. W czasie, gdy gotują się klopsiki, przygotowujemy ryż. Takie danie mogą zjeść nawet dzieci i osoby o wrażliwym żołądku, ponieważ jest naprawdę łagodne w smaku, a jednocześnie aromatyczne, mające w sobie to „coś”.

Klopsiki w sosie curry

Klopsiki:
500 g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
1 jajko
I bułka kajzerka namoczona w wodzie
2 łyżki natki pietruszki
sól, pieprz

Sos:
1 cebula pokrojona w piórka
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
200 ml przecieru pomidorowego
1 łyżka oleju
200 ml bulionu z kurczaka
½ łyżeczki mielonego kminu
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki mielonej kolendry
½ łyżeczki mielonego imbiru
2 goździki
szczypta mielonego cynamonu
szczypta ostrej papryki
natka pietruszki

Mięso wymieszać z odsączoną bułką, jajkiem, natką, solą i pieprzem. Uformować klopsiki o średnicy 5 cm.
Sos:

Do garnka wlać olej i na zimny olej wrzucić cebulę. Gdy będzie już szklista, dodać czosnek, przecier pomidorowy i wszystkie przyprawy. Gotować 5 minut na małym ogniu mieszając od czasu do czasu. Wlać bulion, wymieszać, a gdy się zagotuje włożyć klopsiki i gotować 20 minut na małym ogniu. Posypać natką pietruszki. Podawać z ryżem.

niedziela, 28 września 2014

Koniec września na działce



Ostatnia sobota września była bardzo wietrzna ale słoneczna. Na naszej działce, w bezpośrednim sąsiedztwie lasu wiatr szumiał wyjątkowo głośno. Czasami zastanawiałam się, czy to wiatr, czy morze :) Odgłosy całkiem podobne :)
Zacznę dzisiaj od zdjęć dwóch bukietów, jeden z samej miechunki, a drugi - w fioletach - to astry amerykańskie (których mamy cały żywopłot), mięta i owoce mahonii.


Jednak oprócz robienia bukiecików trzeba się wziąć do roboty, żeby przed zimą nasze włości jako tako przygotować do przyszłego sezonu i nie zostawiać wszystkiego na wiosnę.
Przy szklarni mój mąż wkopał beczkę na deszczówkę. Nie będzie trzeba daleko chodzić żeby podlać pomidory. Do tej pory musieliśmy chodzić z konewką pokonując dwa ciągi schodów w tą i z powrotem.


Za szklarnią na zdjęciu widać wbite w trawnik pręty z puszkami. Wydają one odgłosy … jak to puszki - niezbyt relaksujące. Bynajmniej nie jest to ogrodowe feng shui, tylko odstraszacze na krety, które poryły nam trawnik jak nie przymierzając stado dzików :) Puszki niewiele dały. W akcie desperacji stwierdziliśmy, że wykurzymy je zalewając korytarze wodą z węża. Tak zrobiliśmy - hektolitry wody wlane we wszystkie dziury, a za parę dni patrzę, a u sąsiada są kopczyki ;) Wyniosły się krety od nas? 
Póki co nowych kretowisk nie widać, te które były rozgrabiłam i udeptałam. Jak pojawią się nowe, od razu je będzie można zauważyć.



Więcej zwierząt na działce nie mamy;) Nie licząc tych milionów małych stworzeń, które ciężko pracują nad naszym kompostem.  Mój mąż co sześć tygodni przekłada pryzmę kompostową i naprawdę widać już efekty. Na zdjęciu są dwie pryzmy - ta mniejsza, jest już prawie gotowa, przyjemnie pachnie leśną ściółką. Tą pryzmę produkowaliśmy od maja do lipca. W czasie suszy podlewaliśmy. No i jest regularnie przekładana. Druga pryzma, to ta, na którą od lipca do teraz wrzucamy wszelkie resztki roślinne, małe gałązki, trawę i trochę kartonu. Już raz też była przekładana.
Muszę przyznać, że przekładanie pryzmy kompostowej to jedna z najcięższych prac w ogrodzie. To po prostu męska robota :)


A z damskich robót - na przykład sianie trawy :) Wrzesień jest wymarzonym miesiącem do tego. Ziemia jest jeszcze ciepła, ale już nie przesusza nasion jak wcześniej, w lipcu i sierpniu. Jest też bardziej wilgotna. Na zdjęciu, jak się dobrze przypatrzeć, to widać pojedyncze delikatne źdźbła młodej trawki wysianej 10 dni temu.
Wykopałam stary rododendron w sadowniczej części działki, który był już bardzo lichy. Dosypałam ziemi, wyrównałam teren, udeptałam i wysypałam nasiona trawy znalezione w piwnicy jeszcze po starych właścicielach. Nie wiem co to za trawa, ani ile te nasiona przeleżały w piwnicy. Ważne, że wzeszły!
Nasionka zagrabiłam, podlałam i przykryłam agrowłókniną na kilka dni póki nie było deszczu. Później odkryłam, a deszcz wykonał swoją robotę. Na wiosnę będzie piękna trawka :)


Zbiory tegoroczne nie są bardzo obfite, raczej symboliczne, ale i tak bardzo cieszą. Ostatnie pomidory, jabłka, cukinia. Młode Rubiny mają może w sumie dwadzieścia owoców, ale jeszcze mocno się trzymają gałęzi.
Jest jeszcze fasola, którą przetrzymuję na krzaczkach na suche nasiona. Po weekendzie się za nią wezmę. Czekamy też na brukselkę (która jest już wielkości czereśni) i młodą marchewkę.
Przycięłam półmetrowe aksamitki, żeby brukselka miała więcej światła. Nie mogę się jej doczekać!




Pozdrawiam Wszystkich jeszcze niezbyt jesiennie, wszak wciąż mamy jeszcze wrzesień, liście dopiero zaczynają się przebarwiać i zapowiadają ciepły tydzień.

A więc ciepłego tygodnia!

Czerwona kapusta na słodko


Ta kapusta, to zupełnie inna wersja czerwonej kapusty jaką próbowałam. Nie ma tu boczku, ani kminku, a dodawałam te składniki w poprzednich wersjach. Tutaj dominują aromaty rodem ze świątecznych wypieków :)
Ta kapusta jest bardzo aromatyczna, pachnie cynamonem i goździkami. I jest naprawdę słodka, nie tylko z nazwy :), a to za sprawą słodkiego jabłka, miodu i rodzynek.
Garnek tej kapusty starczy dla przeciętnej rodziny na trzy dni, a z każdym dniem kapusta jest lepsza.
Jedliśmy ją jako jarzynkę do panierowanych boczniaków z puree ziemniaczanym oraz do pieczeni z karkówki.
Szczerze polecam!


Czerwona kapusta na słodko

2 łyżki oleju
1 główka czerwonej kapusty średniej wielkości
2 czerwone cebule
1 duże słodkie i miękkie jabłko (używam Lobo)
2 łyżki rodzynek
½ szkl. wody
1 łyżka łagodnego miodu
sok z pół cytryny
½ łyżeczki przyprawy do pierników
sól, pieprz
1 łyżka masła
2 łyżki drobno posiekanego koperku

Kapustę pokroić na cienkie paski ( ja to robię w ten sposób, że kroję ją na osiem części, wykrawam głąb i szatkuję dużym, ostrym nożem do mięsa).
Cebulę pokroić w ćwierćplasterki, jabłko obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
W dużym garnku (około 5 litrowym) rozgrzać olej. Zeszklić cebulę, dodać kapustę, jabłko i rodzynki, zmniejszyć moc palnika i gotować pod przykryciem przez 1 godzinę. Od czasu do czasu zamieszać. Na początku, jak jeszcze kapusta nie puści soku, mieszać częściej. Po 45 minutach wlać wodę i gotować dalej jeszcze 15 minut. Teraz dodać miód, sok z cytryny, przyprawę do pierników, sól i pieprz do smaku, wymieszać i zagotować. Zdjąć z palnika, dodać masło i koperek. Podawać jako jarzynkę do obiadu.   






sobota, 27 września 2014

Surówka z czerwonej kapusty z bakaliami



Surówka z kapusty, która została mi po zrobieniu gołąbków.
Ta surówka pasuje do większości mięsnych dań, do których podajemy ziemniaki. Do kotletów, pieczeni i gulaszów. Jest odświeżająca, słodko-winna i przyjemnie chrupie. Można jej zjeść naprawdę dużo, nawet prosto z miski.
Najlepsza jest po kilku godzinach spędzonych w lodówce, lecz nie podana prosto z lodówki. Dobrze jest ją zrobić rano i wyjąć 20-30 minut przed obiadem.
Kapustę można poszatkować za pomocą malaksera z odpowiednią tarczą, lub ręcznie -  pokroić ją na osiem części, wykroić głąb i szatkować dużym, ostrym nożem do mięsa.

 Surówka z czerwonej kapusty z bakaliami
duża miska

500 g czerwonej kapusty
pół małej czerwonej cebuli
6 moreli suszonych
1 łyżka rodzynek
1 łyżka orzechów włoskich
1 łyżka migdałów
3 łyżki oleju rzepakowego
2 łyżki octu z białego wina
pół łyżeczki cukru
sól
pieprz

Kapustę poszatkować. Cebulę drobno pokroić w kostkę. Orzechy i migdały również pokroić na małe kawałki. Morele pokroić w małą kostkę.
Do dużej miski włożyć kapustę, cebulę i bakalie. Polać olejem i octem, doprawić. Dobrze wymieszać i włożyć na minimum 2 godziny do lodówki.


piątek, 26 września 2014

Gołąbki z czerwonej kapusty



Pomysłem na niedzielny obiad mogą być trochę inne gołąbki. Też z kapusty, tyle, że z czerwonej:)
Jeśli lubicie połączenie mięsa mielonego z boczkiem (a to jest tutaj w farszu), to bardzo prawdopodobne, że te gołąbki będą Wam smakować. Nie ma tu ryżu, jak w tradycyjnych gołąbkach.
Kapusta czerwona różni się trochę w obróbce cieplnej od zwykłej kapusty. Z jednej strony jest łatwiej ściągać liście, ponieważ jest mniejsza. Ale z drugiej strony, z mojego doświadczenia wynika, że z tej kapusty da się uzyskać około 10 liści. Im głębiej, tym liście są bardziej pofalowane, są mało elastyczne i zahaczają się o kolejne liście. Gołąbki wychodzą po prostu brzydkie.
Ale nic nie szkodzi. Ten przepis jest właśnie na 9-10 gołąbków.
Z reszty kapusty, po wyjęciu jej z wody zrobiłam pyszną surówkę. Odmierzyłam 500 gram i poszatkowałam. Przepis na surówkę z kapusty podam jutro, a dzisiaj gołąbki.
Dodam tylko, że sos do tych gołąbków ma nieziemski kolor ;)

Gołąbki z czerwonej kapusty
9-10 szt.

1 główka czerwonej kapusty średniej wielkości
1 łyżka octu z białego wina

Farsz:
600-700 g mięsa mielonego (wieprzowo-wołowe)
100 g boczku wędzonego pokrojonego w małą kostkę
1 średnia cebula pokrojona w małą kostkę
1 łyżka bułki tartej
1 jajko
sól, pieprz

Sos:
1 litr wody po gotowaniu kapusty
1 jabłko obrane i starte na tarce
sok z pół cytryny
2 łyżeczki mąki (lub trochę więcej, jeśli lubicie gęste sosy)


Z kapusty zdjąć brzydkie wierzchnie liście i zachować je. Usunąć głąb.
W 5-6 litrowym garnku zagotować wodę. Wlać ocet, włożyć kapustę i gotować około 10 minut. Ściągnąć 9-10 liści, a resztę kapusty zachować na surówkę. Odmierzyć 1 litr wody po kapuście, Zrobimy z niej sos. Od razu można z tego litra odlać pół szklanki, do rozrobienia mąki do sosu. Niech sobie stygnie.

Farsz:
Cebulę z boczkiem podsmażyć na rumiano na patelni na odrobinie oleju.
Mięso mielone z przysmażonym boczkiem i resztą składników dobrze wymieszać, przyprawić do smaku solą i pieprzem. Palcami maczanymi w wodzie podzielić farsz na tyle części, ile mamy liści, czyli 9-10.
Z liści kapusty nożem ściąć grube nerwy (jak przy tradycyjnych gołąbkach), na środek każdego liścia położyć farsz i uformować gołąbki.

Sos:
Na dno szerokiego garnka położyć zachowane wcześniej liście kapusty. Wlać wodę z gotowania kapusty, dodać starte jabłko i sok z cytryny. Ułożyć gołąbki. W jednej lub dwóch warstwach. Przykryć garnek i gotować 50 – 60 minut na małym ogniu.
Gdy już będą miękkie, wyjąć je z wody na półmisek. Wyjąć też liście z dna garnka. Już nie będą potrzebne. Do pół szklanki wody po kapuście, którą odlaliśmy wcześniej, wsypać mąkę i wymieszać, aby nie było grudek. Wlać do garnka i mieszając zagotować sos. W razie potrzeby doprawić solą, sokiem z cytryny lub odrobiną cukru. Włożyć z powrotem gołąbki.
Gołąbki podawać z ziemniakami.







Prosty tort marchewkowo – ananasowy





Bardzo prosty tort, a zarazem efektowny. Ciasto jak na muffiny, nie trzeba używać miksera. Wystarczy trzepaczka (rózga). Jest to nietypowy tort, którego ciasto jest wilgotne, mięsiste i nie wymaga nasączenia. Ten nietuzinkowy tort poleciłabym wszystkim początkującym, tym, którzy zaczynają swoją przygodę z wypiekami i boją się upiec tort. Naprawdę jest łatwy, szybki, a wygląda odświętnie.


Prosty tort marchewkowo – ananasowy 
2 tortownice 22 cm*

Ciasto:
1 szkl. mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
0,5 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
2/3 szkl. cukru
0,5 szkl. wiórków kokosowych
1/ 2 szkl. oleju rzepakowego
2 jajka
1/3 szkl. + 1 łyżka słodkiej zalewy z ananasa w puszce o pojemności 565 g
3/4 szkl. marchwi drobno startej (1,5 - 2 sztuki średniej wielkości)
1 łyżka kakao do pieczenia

Krem:
400 ml mocno schłodzonej śmietany 36%
0,5 szkl. cukru pudru
5 plastrów ananasa z puszki o pojemności 565 g
3 łyżki dżemu ananasowego

Dekoracja:
2 + 1 łyżki wiórków kokosowych
0,5 łyżeczki kakao do pieczenia
2 plastry ananasa z puszki

Ciasto:
Piekarnik nagrzać do 175°C. Dwie tortownice wysmarować masłem i wysypać mąką.
Wszystkie suche składniki oprócz kakao wymieszać w misce (mąka, proszek, soda, cynamon, sól, wiórki kokosowe, cukier). W drugiej misce wymieszać mokre składniki (olej, jajka, sok ananasowy, marchewka). Mokre składniki wlać do suchych i wymieszać rózgą (trzepaczką) tylko do połączenia się składników. Połowę ciasta wlać do jednej tortownicy, a do drugiej połowy wsypać łyżkę kakao i wlać łyżkę zalewy z ananasa. Wymieszać. Tak przygotowaną drugą połowę ciasta przelać do drugiej tortownicy.
Oba ciasta włożyć razem do nagrzanego piekarnika i piec 30 minut. Wyjąć i wystudzić.

Krem:
Dżem ananasowy zmiksować blenderem na gładką masę. Krążki ananasa dobrze odsączyć z zalewy i pokroić na kawałki szerokości niecałego centymetra. Dodać do dżemu i wymieszać.
Śmietanę ubić na sztywno w cukrem pudrem.

Składanie tortu:
Na paterze ułożyć krążek ciemnego ciasta, na nim rozłożyć równomiernie dżem z kawałkami ananasa, a następnie niecałą połowę ubitej śmietany. Przykryć jaśniejszym krążkiem. Pozostałą śmietaną pokryć boki i górę ciasta. Udekorować.

Dekoracja:
2 łyżki wiórków kokosowych wymieszać z kakao i posypać tą mieszanką boki tortu. Górę tortu posypać pozostałą łyżką wiórków kokosowych i obłożyć kawałkami ananasa.

Tort włożyć do lodówki na kilka godzin.

* jeśli nie mamy dwóch tortownic, ciasta pieczemy jedno po drugim.




Buraczki zasmażane



Takie buraczki, to obok marchewki z groszkiem, prawdziwie babciny dodatek do obiadu. W dobie dzisiejszych sałat z vinegretem, czy kalafiora gotowanego na parze, to bez wątpienia jarzynka retro.
Oprócz buraczków marynowanych mojej Mamy, te zasmażane z cebulką i jabłkiem stanowią doskonały dodatek obiadowy zimą i na przedwiośniu, gdy nie ma zbyt dużego wyboru warzyw sezonowych na straganach.
Buraczki mają wyraźny smak cebuli duszonej na maśle, dodaję też trochę startego jabłka, cukru i soku z cytryny dla równowagi. Całość posypuję odrobiną mąki i zagotowuję.
Doskonałe do kotletów i duszonych mięs. Pasują do kaszy i ziemniaków.

Buraczki zasmażane
4 porcje

4 średnie buraki
½ szkl. wody
2 łyżki oleju
1 łyżka masła
1 cebula
½ jabłka
2 łyżki soku z cytryny
sól do smaku
¼ - ½ łyżeczki cukru
½ łyżeczki mąki

Buraki obrać i zetrzeć na tarce o dużych otworach. Zalać wodą i gotować 20 minut na małym ogniu pod przykryciem. Odcedzić. Wywar można wypić - jest słodki i zdrowy.
Cebulą drobno posiekać i usmażyć na oleju z masłem aż zacznie się rumienić. Jabłko obrać i zetrzeć na tarce o dużych otworach. Dodać do zrumienionej cebuli. Dodać również buraczki, sól, cukier i sok z cytryny. Posypać mąką i zagotować mieszając.



czwartek, 25 września 2014

jak zawiązać szal / apaszkę

Mam słabość do szali i apaszek. Tutaj, w moim miejscu w sieci może nie zgubię tego filmiku, a i może komuś innemu się przyda :)



Klopsiki w sosie pomidorowym



To są jedne z najlepszych klopsików. Lekkostrawne, nie smażone, tylko gotowane. Najlepiej użyć mięsa wołowo-wieprzowego, cielęciny lub udźca z indyka. Te klopsiki gotowane są w sosie z pomidorów z przysmażoną cebulką. Zyskują dzięki temu wspaniały smak i nie są suche. Do tego ziemniaki lub makaron i moja ulubiona brukselka, którą od pewnego czasu gotuję nieco inaczej. Do tej pory brukselkę nacinałam na krzyż, gotowałam do miękkości, a później polewałam masełkiem z bułką tartą. A teraz nie dość, że ułatwiłam sobie zadanie, to jeszcze uzyskałam lepszą w smaku i zdrowszą wersję brukselki. Przepis pod klopsikami.

Klopsiki w sosie pomidorowym

500 g mięsa mielonego (wołowo-wieprzowego, cielęciny lub udźca z indyka)
1 jajko
2 łyżki bułki tartej
1 łyżeczka suszonego oregano
sól
pieprz

sos:

500 ml przecieru z pomidorów (lub passaty pomidorowej)
2 łyżki oleju
1 cebula drobno posiekana
1 łyżeczka sproszkowanej słodkiej papryki
1 szkl. bulionu z warzyw lub z kurczaka

brukselka:
brukselka w dowolnej ilości
około pół łyżeczki masła
sól
koperek

Sos:
Zaczynamy od zrobienia sosu. Cebulę zeszklić na oleju na patelni z przykrywką lub w garnku, w którym będziemy gotować klopsiki. Do cebuli wlać przecier pomidorowy, bulion, wsypać paprykę i gotować 5 minut bez przykrycia. Jeśli trzeba to dosolić. W międzyczasie przygotować klopsiki.

Pulpety:
Mięso mielone połączyć z resztą składników i ręką wymieszać żeby się składniki dobrze połączyły. Maczając palce w miseczce z zimną wodą formować nieduże kulki. Włożyć je do sosu i gotować pod przykryciem na małym ogniu 20 min.
Podawać z ziemniakami lub makaronem.

Brukselka:
Brukselkę umyć, oczyścić z wierzchnich liści i zalać niewielką ilością wrzątku, który powinien ledwie przykryć brukselkę. Przykryć i gotować kilka minut na półtwardo. Odlać wodę, dodać masło, koperek i szczyptę soli. Wymieszać i gotowe!






Ciasto ucierane z jabłkami


Dziś przepis na uniwersalne, szybkie i najlepsze ciasto ucierane.  Zrobiłam je z dodatkiem świeżutkich jabłek, prosto z drzewa. Ten przepis jest dlatego uniwersalny, ponieważ traktuję go jako bazę do różnych wypieków. Ciasto to mogłabym śmiało nazwać całorocznym ciastem z owocami, ponieważ robię je przez cały rok, zmieniając dowolnie owoce na takie, które akurat są dostępne na straganach. Truskawki, rabarbar, wiśnie, śliwki, jagody, jabłka ...
Z tego samego przepisu robię zwykłą babkę w formie z kominkiem lub w keksówce, lub babkę marmurkową, dodając do 1/3 porcji ciasta 2-3 łyżki kakao.
Gdy z kolei zmniejszę proporcje o połowę, otrzymuję babeczki cupcakes.
Zapraszam na uniwersalne ciasto :)

Ciasto ucierane z jabłkami
Prostokątna forma

200 g cukru
200 g miękkiego masła
200 g mąki krupczatki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
6 jajek (żółtka i białka osobno)
1,5 łyżeczki esencji waniliowej
około 500g jabłek (waga bez skórek i nasion)

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Małe jabłka pokroić na ósemki, a duże na jeszcze mniejsze kawałki.
Masło ubić z cukrem na puszystą masę. Dodawać po jednym żółtku, po każdym dobrze ubić. Następnie dodać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i zmiksować krótko, tylko do połączenia składników.
Pianę ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodać do ciasta i bardzo delikatnie wymieszać łyżką.
Formę wysmarować masłem i wysypać mąką. Wlać ciasto i ułożyć na nim kawałki jabłek.
Piec 45-55 min.
Po przestudzeniu posypać cukrem pudrem.



  

środa, 24 września 2014

Domowa czekolada z orzechami


Domową czekoladę robiłam pierwszy raz. Jakoś nigdy jeszcze nie nadarzyła się okazja. Jadłam taką w dzieciństwie. Pamiętam, że zawierała kakao i mleko w proszku.
Tak więc nie mając żadnego doświadczenia w czekoladowej materii, postanowiłam zrobić taki specjał nie ingerując zanadto w znaleziony w książce przepis, w nadziei, że na wariacje przyjdzie czas później :)
Skorzystałam z bardzo dobrego moim zdaniem przepisu Ewy Aszkiewicz.
Bardzo dobrego, ponieważ:
- czekolada po zastygnięciu, trzymana w lodówce przykryta folią aluminiową, po wyjęciu z lodówki nie jest zastygnięta na kość, jest powiedziałabym konsystencji średnio twardego cukierka toffi
- czekolada po wyjęciu z lodówki, pokrojeniu na porcje, gdy trochę poleży poza lodówką bez przykrycia, robi się dość krucha, coś jak krucha krówka, tylko ciut twardsza ;)
Tak czy siak, ta domowa czekolada nie jest twarda jak kamień i nie złamiemy na niej noża lub zęba (lub jedno i drugie;))
Zmiany, jakie dokonałam w przepisie, to było użycie mniejszej blaszki oraz zamiana orzechów laskowych na włoskie. Ja wymieszałam je z masą czekoladową, a autorka przepisu rozsypała je na dnie blaszki i zalała czekoladą.


Domowa czekolada z orzechami
Ewa Aszkiewicz „Leśne specjały”
foremka o średnicy 20 cm

125 g masła
1 szkl. cukru
5 kopiastych łyżeczek kakao
1 łyżeczka naturalnego cukru waniliowego
6 łyżek zwykłego mleka
1 szklanka mleka w proszku
¾ szkl. posiekanych orzechów włoskich lub laskowych z usuniętymi łupinkami
olej rzepakowy do wysmarowania formy

Formę wyłożyć folią aluminiową i cienko wysmarować olejem.
W garnku roztopić masło, dodać cukier, kakao, cukier waniliowy, zwykłe mleko i gotować 7 minut cały czas mieszając. Do gorącej masy wsypać mleko w proszku, orzechy i dokładnie wymieszać, aż masa będzie gładka. Masę wlać do formy i zostawić do zastygnięcia przykrywając folią aluminiową. Trzymać w lodówce.
Można też zrobić tak jak w oryginalnym przepisie i orzechy wsypać na dno formy i zalać je czekoladą.



Muffinki z trufelkami


Te muffinki zrobił mój syn samodzielnie, łącznie z włożeniem ich do gorącego piekarnika. Przepis znalazł w moim zeszycie, a jest to przepis Liski. Z braku orzechów i białej czekolady dał trufle Wawela w białej czekoladzie pokrojone w kostkę. Rozpuściły się w cieście tworząc coś na kształt karmelu.
Wyszły pyszne!

Muffinki z trufelkami
12 szt.
(zmieniony przepis Liski - tu oryginał)

2 szklanki mąki
2/3 szkl cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka mleka
100 g masła, roztopionego i ostudzonego
1 jajko
1 cukier waniliowy
6 cukierków - trufli w białej czekoladzie pokrojonych na kawałki

Piekarnik nagrzać do temp. 200° C.
Formę na muffinki wysmarować masłem lub wyłożyć papierowymi papilotkami.
W misce wymieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sól.
W drugiej misce połączyć mleko, masło, jajko i wanilię. Połączyć z suchymi składnikami, wymieszać łyżką.
Dodać cukierki.
Masą wypełniać foremkę mufinkową.
Wstawić do gorącego piekarnika i piec 20 minut.







Bitki schabowe


To jeden z bezapelacyjnych polskich klasyków obiadowych. Danie sprawdzone, bezpieczne, a więc wszystkim powinno smakować. Mam na myśli przede wszystkim dzieci, które są najsurowszymi krytykami kulinarnymi :)
Takie bitki warto zrobić w większej ilości i zamrozić w kilku porcjach razem z sosem. Jeśli planujemy mrożenie, pamiętajmy, że sos nie powinien być zagęszczony mąką. Lepiej zagęścić mąką bezpośrednio przed podaniem na obiad.
Bitki schabowe czasami robię w szybkowarze, wtedy czas duszenia skraca się kilka razy – trwa to około 15 minut :)
Do bitek podaję ziemniaki puree, marchewkę z groszkiem, buraczki zasmażane z jabłkiem i cebulką, tartą marchewkę z jabłkiem, sałatę ze śmietaną, mizerię, sałatkę z pomidorów, kiszoną kapustę lub ogóreczki... słowem – wszystko pasuje :)

Bitki schabowe
Obiad dla średniogłodnej 3 osobowej rodziny na dwa dni

700 g schabu bez kości
olej do smażenia
1 cebula pokrojona w ćwierćplasterki
0,5 + 0,5 szkl. wody
1 łyżeczka mielonego kminku
sól, pieprz
1,5 - 2 łyżeczki mąki

Schab pokroić na plastry i rozbić tłuczkiem. Posolić.
Na patelni rozgrzać olej i smażyć po 3 bitki na raz ( ilość zależy od wielkości patelni. Nie stłaczamy mięsa na patelni, bo wtedy nie przyrumieni się należycie). Bitki muszą się  wyraźnie przyrumienić. To stąd pochodzi ich niepowtarzalny smak. Gotowe bitki przekładamy  do garnka i smażymy następne. Na końcu smażymy cebulę. Gdy się przyrumieni, przełożyć ją do garnka z bitkami, a na patelnię wlać 0,5 szkl. wody. Podgrzewając, drewnianą łopatką delikatnie oddzielić od patelni wszystkie przyrumienione pozostałości i wszystko wlać do garnka. Dodać kminek, pieprz do smaku i wlać następne 0,5 szkl. wody. Przykryć garnek i dusić do miękkości przez około 1 godzinę na małym ogniu. Bitki powinny być mięciutkie. Takie najbardziej smakują dzieciom.
Wyjąć bitki na talerz, mąkę rozrobić w ¼ szkl. zimnej wody i dodać do sosu. Mieszać do zagotowania, jeśli trzeba to doprawić solą lub kminkiem. Do zagęszczonego sosu przełożyć z powrotem bitki.
Jeśli chcemy mrozić bitki, nie zaprawiamy sosu mąką.

* jeśli używamy mąki krupczatki, trzeba jej użyć o jakieś ¾ łyżeczki więcej.