Posadzone i zjedzone

piątek, 23 września 2016

Jak pogodzić pracę z blogowaniem?


Jeżeli ktoś z Was zna mnie z poprzedniego bloga Pokrojone doprawione, który założyłam w 2008 roku, to pewnie zauważył, że moje wpisy często zawierały skrawki z naszego życia. Te obecne wpisy na tym blogu również takie tą. Dlaczego? Ponieważ moja rodzina jest dla mnie najważniejsza, daje mi radość życia i poczucie stabilizacji. Ale oprócz tego, że mam wokół siebie wspaniałych ludzi, do pełni szczęścia potrzebuję odrobiny swojej przestrzeni. Znalazłam ją w blogowaniu, jak też w działce, gdzie lubię się porządnie zmęczyć kosztem bolących pleców i żałobą za paznokciami, jako efekt pielenia - pielenie nawiasem mówiąc bardzo mnie wycisza i to przy pieleniu często przychodzą mi pomysły na wpisy dla Was:)
Jak pogodzić pracę z blogowaniem, byciem mamą, żoną i jeszcze dbać o mieszkanie, zakupy itp?
Powiem Wam jak ja wypracowałam sobie pewien system. Choć wiem, że każda z nas inaczej funkcjonuje, z uwagi na różną ilość dzieci, to jak pracujemy czy różne codzienne obowiązki.  Może i Wam się przyda. Ten system sprawdza się dobrze w moich warunkach, czyli: pracuję w domu, mam syna gimnazjalistę i 70 metrowe 3 pokojowe mieszkanie, z których jeden pokój to biuro.
Moja praca nie wymaga wychodzenia z domu. Jednak, mimo, że nie wyobrażam sobie siebie w korporacyjnych ryzach, musiałam narzucić sobie sztywne ramy czasowe, bo inaczej nic bym nie zrobiła, a czas przelatywałby mi przez palce. Praca w domu daje zbyt wiele pokus odejścia od biurka i zajęcia się czymś innym. Wiem, bo tak było przed narzuceniem sobie ram czasowych.


  • Wstaję o 6.30, budzę syna, jemy razem śniadanie, w tym czasie też robię szybkie fotki, które wrzucam rano na Instagram, a gdy syn wyjdzie do szkoły, ja mam godzinę na przygotowywanie wpisów na bloga, odpowiadanie na maile i komentarze. Później szybkie ogarnięcie się (choć bardzo kusi, żeby cały dzień zostać w szlafroku) i przeciągnięcie rzęs tuszem. Parzę też czajniczek zielonej lub owocowej herbaty, którą popijam przez cały dzień. - Pracę zaczynam o 9.00. I od tej pory aż do późnego popołudnia nie zajmuję się blogiem.
  • o 11 robię sobie półgodzinną przerwę na drugie śniadanie.
  • o 13.30 robię sobie następną półgodzinną przerwę, w czasie której jem coś drobnego, szybkiego - np. mussli z mlekiem lub zwykłe płatki kukurydziane z mlekiem i obowiązkowo coś słodkiego. Mam tak, że około 14 muszę zjeść jakieś ciasteczko, czy kawałek czekolady, bo inaczej ciężko mi się skupić na pracy. W czasie tej przerwy wykonuję też prace domowe - nastawiam pralkę, zmywarkę, lub zaczynam przygotowywać obiad, gdy przewiduję np. jakieś duszone mięso, które będzie się długo robić.
  • o 16.00 kończę pracę i zabieram się za obiad. Tak się składa, że prawie zawsze udaje nam się zjeść obiad całą rodziną. Po obiedzie (gdy jest to dzień wystawienia nowego posta na blogu) siadam do komputera i dokańczam dany wpis, aby był gotowy bez zarzutu na późne popołudnie. Później oglądam Wasze wpisy na blogach i w mediach społecznościowych. Gdy nie jest to dzień wystawienia posta, wtedy tylko oglądam Wasze wpisy, komentuję i wyłączam komputer.
  • Później, w zależności od tego, jaki jest dzień tygodnia, zajmuję się różnymi pracami domowymi. Dwa razy w tygodniu chodzę na działkę (póki trwa sezon). Zrobiłam sobie plan popołudniowych zajęć domowych i był to genialny pomysł, bo wtedy wszystko idzie mi szybciej i sprawniej i wieczorem mam czas dla siebie (np. na robienie na drutach czy czytanie) i dla rodziny.



Mam taki plan:
poniedziałek - działka
wtorek - prasowanie
środa - działka, odkurzanie
czwartek - mycie łazienki i WC
piątek - jadłospis na przyszły tydzień, lista zakupów
sobota - zakupy, odkurzanie, szybkie ogólne porządki w całym mieszkaniu
W prace domowe angażuję pozostałych członków rodziny, wtedy nie mam wszystkiego na swojej głowie.

Oczywiście jest to plan zajęć na typowy dzień. Zdarza się jednak, że muszę albo po obiedzie usiąść do komputera, aby dokończyć pracę, albo gdzieś pojechać rano albo po południu, czasem wyjechać na cały weekend licząc już od piątku i wtedy jest inaczej. Lecz gdy wszystko idzie zwykłym rytmem, mój dzień jest właśnie tak uporządkowany i schemat działania, jaki sobie ułożyłam daje mi poczucie kontroli nad całym tym życiowym zgiełkiem.

Bardzo jestem ciekawa, jak Wy radzicie sobie z łączeniem pracy, domu i blogowania? Podzielcie się swoimi doświadczeniami :) Chętnie nauczyłabym się od Was czegoś, co u Was się sprawdza.
A w następnym wpisie powiem Wam co jadam na drugie śniadania, aby uniknąć kanapkowej monotonii i podam też przepis:)
Do następnego razu i miłego weekendu!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016




czwartek, 22 września 2016

Babka na kwaśniej śmietanie


Przepyszna babka śmietankowa na kwaśnej śmietanie.
Mimo mojego uwielbienia do ciast z owocami, kruchych tart, szarlotek i drożdżówek, czasami nachodzi mnie ochota na zwykłą babkę. Przepis na tą babkę znalazłam w swoim zeszycie z przepisami … jeszcze z podstawówki :)
Nie jest to duże ciasto, wystarczy średniej wielkości karbowana foremka.
Dla porównania, tutaj, znajduje się również babka śmietankowa, ale na słodkiej śmietance kremówce.
Obie pyszne, obie do upieczenia!



Babka na kwaśniej śmietanie
średniej wielkości karbowana foremka

60 g miękkiego masła
3 jajka w temp. pokojowej
1 szkl. cukru
1 szkl. gęstej kwaśnej śmietany 18% (w temp. pokojowej)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 szkl. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Formę wysmarować masłem, wysypać mąką.
Piekarnik nagrzać do 180°C.
Mąkę z proszkiem do pieczenia wymieszać w misce.
W drugiej misce zmiksować masło z jajkami i cukrem na gładką masę. Dodać wanilię.
Na najniższych obrotach miksera wmieszać 1/3 mąki z proszkiem tylko do połączenia się składników, połowę śmietany, wymieszać, znów 1/3 mąki i tak na zmianę do wyczerpania składników.
Przelać ciasto do formy, piec około 45 minut.


                                                  zdjęcie z wczoraj - młode cukinie :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016


wtorek, 20 września 2016

Trufelki z płatków owsianych - fałszywe marcepanki



Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką byłam u babci na wakacjach. A wtedy lata były upalne ...
Mama zostawiła mi uchylone okno na noc. A ja nie mogłam zasnąć, bo coś tam na dole w ogródku wydawało straszliwe odgłosy. Coś sapało, coś charczało... Pamiętam jak dziś, że zawołałam mamę i powiedziałam, że tam na dole coś charczy. Byłam dosłownie sparaliżowana strachem i nie mogłam się ruszyć. Mama przyszła, otworzyła okno, ale w ciemnościach nic nie było widać. Trochę raźniej mi się zrobiło, gdy mama powiedziała, że też to słyszy, nie był to wytwór mojej wyobraźni. Oczywiście nie było mowy, żebym spała sama. Spałyśmy we dwie. Rano z resztą domowników doszliśmy do wniosku, że ten stwór, który tak mnie nastraszył, to był jeż! Jest kłujący, żaden zwierz nic mu nie zrobi, to nie musi być cichutko. Więc do woli tupie przy chodzeniu, mlaska przy jedzeniu i coś tam sobie pocharkuje rozmawiając sam ze sobą :)
Po wielu, wielu latach słyszałam ten sam dźwięk, tylko nie z dołu z ogródka, a z zza mojej głowy, nad komputerem. Wstałam zobaczyć co się dzieje, a mój śpiący jak aniołek Balbin chrapie w najlepsze! Mruczka śpi cichutko, a Balbin chrapie jak lokomotywa :)



Mam dzisiaj dla Was pyszne trufelki, nazywane u nas „fałszywe marcepanki”. Robi się je dosłownie w kilka chwil i smakują każdemu :)

Trufelki z płatków owsianych - fałszywe marcepanki

2 szkl. płatków owsianych górskich
100 g masła miękkiego
1/2 szkl. cukru pudru
1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu migdałowego
kakao do obtaczania kulek


Płatki owsiane zmielić (najlepiej w młynku do kawy), dodać cukier puder, masło i ekstrakt migdałowy. Wszystko dokładnie wymieszać. Formować kulki wielkości małego orzecha włoskiego. Każdą kulkę obtoczyć w kakao. Gotowe!



                                                                            Balbin


                                                                         Mruczka

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016


niedziela, 18 września 2016

Bułki pszenne z ziemniakami puree




Jaką pracę wykonywałabyś z przyjemnością bez dostawania wynagrodzenia?
- robienie szali i swetrów na drutach
- testowanie czekolady
- pieczenie chleba
Pewnie zaznaczyłaby wszystkie trzy odpowiedzi, ale to pieczenie chleba znalazłoby się na pierwszym miejscu.
Zapach piekącego się chleba lub bułek w naszym domu znają już wszyscy członkowie rodziny, znajomi i sąsiedzi. Nie da się go ukryć, nie da się go wywietrzyć w 10 sekund. Nie szkodzi. To piękny zapach obiecujący pyszne jedzenie.
I choć na moim osiedlu jest aż 5 piekarni, to gdy tylko mogę i czas pozwala, przygotowuję swój chleb i bułki. Kupuję wielkie wory mąki w Młynie Oliwskim i piekę. Chleb, bułki, chałki. Często piekę bułkę pszenną bez jajek, bo mój syn lubi z niej kanapki do szkoły, lub zwykłe bułki, z bardzo podobnego przepisu do tego dzisiejszego.

Mięciutkie, pyszne bułeczki z ziemniakami. Ziemniaki sprawiają, że bułki dłużej zachowują świeżość. Bułki są sprężyste. Czasami do tych bułek dodaję nawet puree pozostałe z obiadu z dosypanym koperkiem:)


Bułki pszenne z ziemniakami puree
18-20 szt.

1 kg mąki pszennej tortowej
30 g świeżych drożdży
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
około 600 g wody
3 kopiaste łyżki ugotowanych ziemniaków puree (z masłem i mlekiem)

1. Drożdże włożyłam do miski, roztarłam z cukrem, dodałam mąkę, ziemniaki i wodę. Wymieszałam łyżką składniki w misce. Posoliłam ciasto.
2. Wyłożyć na blat i zagniotłam gładkie ciasto. Ciasto jest gotowe, gdy łatwo odchodzi od ręki i jest sprężyste, czyli po naciśnięciu palcem, „dołek” wyprostowuje się.
3. Ciasto uformowałam w kulę i włożyłam do wysypanej mąką miski na 1,5 godziny. W połowie wyrastania ciasto odgazowałam (czyli wyjęłam z miski na blat, rozpłaszczyłam ręką, złożyłam jak list urzędowy na trzy części i włożyłam z powrotem do miski).
4. Wyrośnięte ciasto podzieliłam na 18-20 części i z każdej uformowałam bułeczkę.
5. Ułożyłam na dużej blasze z piekarnika (na papierze do pieczenia), przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na 30 minut, aby bułeczki urosły. W międzyczasie nagrzałam piekarnik do 200°C.
6. Blachę z bułeczkami włożyłam do piekarnika i piekłam 15-17 minut aż się ładnie zrumieniły. Wystudziłam na metalowej kratce.

                                                          róże zakwitają drugi raz :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016


czwartek, 15 września 2016

Perfekcyjne jajka w koszulkach


Kilka dobrych lat temu oglądałam angielską wersję "Perfekcyjnej Pani Domu". Mój syn był wtedy mały, a ja nie pracowałam zawodowo. Pamiętam, że bardzo lubiłam program Anthei Turner i podobały mi się jej pomysły na dobrze zorganizowany i czysty dom. Czasami, zwykle bezpośrednio po programie wpadam w wir porządkowania szorując na kolanach szczoteczką do zębów fugi między kaflami w kuchni. Kupiłam nawet jej książkę, którą czytałam jak dobrą lekturę do poduszki :).
We jednym z odcinków Anthea pokazywała w jaki sposób przygotować jajka w koszulkach. Oczywiście od razu, choć była pora obiadowa, poleciałam do kuchni wypróbować śniadaniowe jajka.
Nigdy wcześniej nie robiłam jajek w koszulkach. Owszem słyszałam o nich, ale oczyma wyobraźni widziałam jak te jajka we wrzątku się rozlatują, kawałki białka pływają luzem w wodzie... po prostu horror. To mnie zniechęcało. Jak również to, że jajka muszą być absolutnie świeże, bo wtedy żółtko będzie całe osłonięte białkiem. Skąd wiedzieć, co siedzi w środku skorupki? A jak już je rozbiję i  się okaże, że jest średnio świeże, to co z tym zrobić?
Tak było do czasu, aż przygotowałam je po raz pierwszy według wskazówek Perfekcyjnej Pani Domu. Zdobytą wiedzą podzielę się z Wami i mam nadzieję, że czasami przyda się ten przepis-nie przepis i Wam.
A tymczasem zostawiam Was z jajkami, daliami i rozchodnikiem z działki życząc miłego wieczoru :)




 Perfekcyjne jajka w koszulkach

W niedużym garnku gotujemy wodę.
 Bierzemy kubek. Na nim kładziemy kwadratowy kawałek folii do żywności posmarowanej na środku olejem (smarujemy mniej więcej kwadrat 15x15 cm). W folii robimy lekkie wgłębienie. W to wgłębienie delikatnie wbijamy jedno jajko tak, aby nie przebić żółtka. Zbieramy wszystkie brzegi folii razem i zawijamy jajko w folię formując sakiewkę.
Jajko wkładamy do gotującej się wody. Aby pakunek się nie rozwijał, garnek przykryłam uchyloną pokrywką, a przez zostawioną szparę wystawał  koniec folii. Gotujemy 3-4 minuty. Czas gotowania zależy od wielkości jajek i ich ilości w garnku. Ja średniej wielkości dwa jajka gotowałam niecałe 3,5 minuty. Ugotowane jajka wyjmujemy na deseczkę, rozwijamy i łyżką cedzakową kładziemy na talerz.  





--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016


wtorek, 13 września 2016

Domowa przyprawa do kawy


Czasami nadchodzi taki dzień, że już o 10 potrzebuję drugiej kawy. I nie ma tu znaczenia konkretny dzień tygodnia, bardziej pogoda, czy ogólne zmęczenie, niewyspanie. Gdy nie mogę zabrać się do pracy i wszystko wokół mnie drażni, a nie mogę sobie pozwolić na pójście na działkę, co zawsze działa na mnie zbawiennie, często wystarczy, że wypiję kawę i w jakiś cudowny sposób wracają mi siły i umysł się rozjaśnia.
Nie przekraczam ilości trzech kaw dziennie. Obowiązkowo pije kawę do śniadania. Tak już się przyzwyczaiłam. Lubię zapach i smak kawy z rana, gdy dom jest jeszcze senny i tylko koty chodzą za mną z zadartymi głowami wpatrując się we mnie oczekując na swoje śniadanie.
Następną kawę piję jedząc drugie śniadanie, a trzecią (choć nie zawsze), w małej filiżance, po obiedzie do kawałka ciasta czy herbatnika.

Gdy nadchodzi jesień, zaczynam tęsknić za korzennymi przyprawami. Tak już mam, że lubię różne smaki w różnych porach roku. Teraz nadchodzi pora aromatycznych przypraw, jak cynamon i goździki. Lubię, gdy pachnie nimi gorące korzenne kakao lub kawa.
Przygotowałam swoją własną przyprawę do kawy. Na bazie superzdrowej kurkumy (która jest silnym przeciwutleniaczem i zmniejsza ryzyko chorób nowotworowych). Dodałam też cynamon, goździki i kardamon.   
Ten przepis jest w proporcjach na spróbowanie, jeśli posmakuje, proporcje można łatwo zwielokrotnić.
Do małej kawki we filiżance wsypuję szczyptę proszku (na ostrzu noża), a gdy wolę kawę w kubku, wsypuję 1/4 łyżeczki.
Pamiętajmy, że najpierw wsypujemy przyprawę do kubka, a później zalewamy kawą.


Domowa przyprawa do kawy

2 łyżeczki kurkumy
0,75 łyżeczki cynamonu
0,25 łyżeczki mielonych goździków
0,25 łyżeczki mielonego kardamonu

Przyprawy zmielić w młynku do kawy lub utłuc w moździerzu. Można też użyć już zmielonych. Wsypać do słoiczka, wymieszać. Stosować do kawy, kakao lub herbaty zalewając przyprawy gorącym napojem.
Ja używam szczypty (na końcu noża) do filiżanki i 1/4 łyżeczki do kubka.


Na razie mamy piękną, ciepłą pogodę, ale powietrze pachnie już jesienią. Pewnie te z Was, które wychodzą rano do pracy, zabierają apaszkę lub szaliczek, bo poranki są chłodne.
Podzielę się z Wami linkiem do fajnego filmiku, gdzie jest 16 sposobów wiązania szaliczka lub apaszki :) Jest już on gdzieś w czeluściach mojego bloga, ale przypomnę go jeszcze raz :)





-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016


niedziela, 11 września 2016

Grzybowe placuszki z kurkami




Powoli w lasach kończą się kurki. Nie lubią chłodnych poranków i wieczorów późnego wrześniowego  lata. Jeszcze tydzień lub dwa i będziemy musieli poczekać do następnego roku, aby przygotować makaron z kurkami.
Dzisiaj proponuję Wam grzybowe placuszki z kurkami. Nie jest tu dużo grzybów - tylko 75 g, lecz placuszki wychodzą naprawdę dobre. Kurki są tutaj składnikiem ciasta, tak jak jabłka w plackach z jabłkami.
Przepis na te placuszki były już na moim poprzednim nieistniejącym blogu Pokrojone doprawione, lecz zasługuje na uwiecznienie go tutaj również.
Te placuszki zrobiłam na bazie ciasta do pankejków. Jeśli wiecie, jak pachną duszone na maśle grzybki z cebulką, to możecie sobie wyobrazić zapach tych placuszków ...
Smak wzbogaciłam szczyptą mielonej wędzonej papryki, co dodatkowo podkreśliło ich rumiany kolor.
Jedliśmy je z sosem pomidorowym i z kwaśną śmietaną. Bez dodatków świetnie sprawdziły się jako przekąska między posiłkami regularnie cichaczem podjadane z talerzyka w lodówce:)
Miłej niedzieli! U nas mgła, ale dość ciepło.
Zostawiam Was z pysznymi placuszkami i zdjęciami  dwóch grzybów, których my nie jadamy :)


Grzybowe placuszki z kurkami
mi wyszło 16 placuszków wielkości około 10 cm


75 g drobno posiekanych kurek
1 mała drobno posiekana cebula
1 łyżka masła
szczypta soli

ciasto:
1 i 2/3 szkl. mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka wędzonej papryki
1 szkl. mleka
1 jajko

W małym garnuszku rozpuścić masło i wrzucić cebulę. Gdy się trochę zeszkli, dorzucić kurki ze szczyptą soli, zmniejszyć moc palnika i dusić przez 5 - 7 minut mieszając od czasu do czasu. Odstawić do przestygnięcia.

Suche składniki ciasta wymieszać w misce, dodać mleko i jajko i wymieszać rózgą lub mątewką. Dodać kurki z cebulką i razem wszystko wymieszać. Smażyć placuszki na minimalnej ilości tłuszczu na rumiano z obu stron.




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram - kasiac2016